Otworzyłam powieki, starając się nie zwracać uwagi na potworny ból głowy. Do moich nozdrzy dotarł zapach perfum Maxa. Przypomniały mi one o ostatniej nocy. Po raz kolejny miałam atak paniki. Nie wiem już, jak sobie z nimi radzić. Demony są ode mnie silniejsze. Co noc bawią się moim kosztem. Ich to bawi, a moje serce zostaje ponownie rozdarte. Mimo czasu, jaki upłynął, nie potrafię zapomnieć o śmierci rodziców. Nie potrafię przestać się winić. Oni nie żyją i nic mi już tego nie zwróci. Nie będzie dobrze, ponieważ mnie nie da się naprawić. Potrzebuje, aby wymazano mi pamięć. Tylko dzięki temu zapomnę o bólu. Z poczuciem winy trzeba jednak żyć i nie ma od niego ucieczki. Możemy chować się, ale zawsze nas znajdzie. Możemy udawać, że nie czujemy bólu, ale to wtedy, on urośnie w siłę. Pewnego dnia wybuchnie i zmieni nas na zawsze.
Wstałam z łóżka, ponieważ nie miałam ochoty na powtórkę z nocy. Ataki w ciągu dnia były słabe i zdarzały się rzadko, jednak były. Nigdy nie mogłam się czuć bezpiecznie, zwłaszcza kiedy spałam. Zamknięcie powiek powodowało ciemność, a to przed nią trzeba mnie chronić. Tam znajdują się nasze demony, niezależnie czy w to wierzymy, czy nie. Wszystkie lęki są ukryte właśnie tam. W ciemności.
Weszłam do łazienki znajdującej się obok pokoju chłopaka. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam to, co zwykle. Blada skóra, opuchnięte oczy, potargane kręcone włosy, ślady łez na policzkach. Wyglądałam jak trup i tak się właśnie czułam. Wzięłam zimny prysznic i ubrałam na siebie bluzę Maxa. Miała na sobie logo Maxfield. Jest ona moją ulubioną, nawet nie wiem czemu. Przypomina mi ona o ostatnich latach katuszy. Nosząc ją, karzę samą siebie. Zadaję sobie podwójny ból, ponieważ wydaje mi się, że to co przeszłam do tej pory jest niewystarczające. Pragnę cierpieć, skoro to jedyne co czuję. Z szafki wygrzebałam korektor i starą mascarę. Postarałam się nałożyć wszystko dokładnie, aby jak najbardziej zakryć niedoskonałości nocy.
- Zachowuj się tak, jak każdego poranka - szepnęłam do drugiej mnie. Dziewczyna w lustrze powtarzała każdy ruch, jednak nie była mną. Ona codziennie się śmieje. Ze mnie. - Udawaj, że nic się nie stało, a każdy w to uwierzy.
Zebrałam włosy w koka i poszłam na palcach do kuchni. Przed drzwiami postarałam się nałożyć na twarz szeroki uśmiech. Miałam nadzieję, że choć trochę przypominał ten prawdziwy.
- Pamiętaj, gra aktorska - westchnęłam - W końcu jesteś w tym najlepsza.
Pchnęłam mosiężne drzwi, a 6 par oczu spojrzało w moją stronę. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że w nocy byli jacyś ludzie. Miałam nadzieję, że Max lub Kylie zajęli się całą sprawą i nie będę musiała nic tłumaczyć.
- No cóż, masz dzisiaj większą widownię dziecinko - głos odezwał się w mojej głowie - Głowa do góry, plecy proste, przyjazny uśmiech. Przecież to potrafisz.
- Siema suko - powiedzieli jednocześnie Max i Kylie. Przyjaciele pokazali sobie języki i znowu na mnie spojrzeli. Zrobiłam sobie kawę bez cukru, starając się uspokoić drżenie rąk.
- To są nasi znajomi - powiedział Max, kiedy odwróciłam się w jego stronę - zielone włosy to Daisy - gdyby wzrok mógł zabijać, to już dawno leżałabym martwa na podłodze - ten w koszuli to nasza mądrala Lucas - chłopak czytał poranną gazetę i dziękuję, że jakiś artykuł pochłonął jego myśli doszczętnie- chłopak w tatuażach to Matt - jego postać kojarzy mi się z pistoletem. Mam nadzieję, że się nie zaprzyjażnimy i chłopak mnie zabije. Nie, to nie jest sarkazm. Jestem zupełnie poważna. Jeśli nie ja, to on. - no i na końcu jest Jake.
Piwne oczy zaczęły patrzeć w głąb moich. Widziałam, jak chłopak starał się odszukać odpowiedzi na męczące go pytania. Najpierw musiałby otworzyć bramę, a to jest niemożliwe. Jak on chce tego dokonać, skoro sama nie potrafię? Zamek został zamknięty, a klucz wyrzucony do morza smutku. Jest go za dużo, aby został odnaleziony.
Upiłam łyk gorącej kawy. Pragnęłam, aby goście przestali się na mnie gapić, aby przestali o mnie myśleć. Oprócz chęci zapadnięcia się pod ziemię, przez moją głową przetoczyła się inna, silniejsza myśl.
Spojrzałam na Maxa, robiąc maślane oczka.
- Chcesz? - spytał, pokazując głową na papierosa.
Pokiwałam ochoczo głową i odłożyłam kubek z kawą na stolik. Usiadłam na blacie, abyśmy znależli się na podobnej wysokości z chłopakiem. Chłopak zaciągnął się dymem papierosowym, po czym wypuścił go w moje usta. Przytrzymałam chwilę dym, po czym wypuściłam go w twarz chłopaka. Uśmiechnęłam się. Uwielbiam papierosy. Nikotyna pozwala radzić sobie ze stresem, uspokaja duszę. Jest niebezpieczna i prowadzi do śmierci, tak jak wszystko na świecie. Dlaczego mam przestać je palić, skoro mi pomagają. Jeśli mnie nie zabiją, to przynajmniej ukoją cierpienie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do chłopaka. Wiem, że wymiana dymu jest bardzo osobista i na pewno przyciągnęłam wzrok zgromadzonych.
- Co chcesz na śniadanie?
Podeszłam do Kylie i mocno się przytuliłam. Schowałam twarz w jej szyję, wdychając zapach słodkich perfum. Chciałam coś zjeść, naprawdę byłam głodna, jednak myśl przytycia mnie przytłoczyła. Diabełek szeptał mi do ucha rzeczy, których nikt nie powinien słyszeć. Rzeczy, które codziennie rozwalają mnie psychicznie. Jeśli przyjażnisz się z diabłem, który nazywa się Ana, to wiedz, że mi przykro.
- Chyba sobie odpuszczę.
- Weż leki - westchnęła dziewczyna. Kylie nigdy nie mówiła mi jak mam żyć. Nie wpychała mi jedzenia do buzi, nie kontrolowała mojej wagi. Ona właśnie w ten sposób się o mnie troszczy. Nie karze mi robić czegoś, co spowodowało by u mnie płacz. Bo właśnie to robi jedzenie, a raczej jego skutki.
- Dobrze mamo - uśmiechnęłam się i wyminęłam dziewczynę, która miała dać mi klapsa w tyłek. Zawsze to robi, kiedy ją tak przezywam.
Wyjęłam z drewnianej szafki ogromną reklamówkę, która była pełna kolorowych opakowań i wzięłam odpowiednią dawkę na rano. Wiem, że lekarstwa powinno się przyjmować po zjedzeniu czegokolwiek. Co mnie jednak obchodzą zalecenia? Niech się cieszą, że je w ogóle biorę i dodatkowo w odpowiedniej ilości.
Usiadłam ponownie na blacie, popijając co chwila kawę. Starałam się jak najmocniej, aby uciszyć głód. Czułam jak mój brzuch zaciska się, co powodowało potworny ból. Póki jednak potrafiłam stać na nogach, nie potrzebowałam jedzenia.
W białym kubku ukazała się moja twarz. Spojrzałam w swoje smutne oczy, do których nigdy nie docierał uśmiech. To właśnie one potrafiły mnie zdradzić.
-Nienawidzę siebie suki. Zadowolone? - szepnęłam do demonów, a w moich oczach coś błysnęło.
*Jake*
- Dzień dobry wszystkim - wszedłem do jasnej kuchni. Przy stole siedzieli już wszyscy z gangu. Nie było tylko Ariany. Zapewne jeszcze spała. Ja po takiej nocy, nie chciałbym nawet wyjść z pokoju.
- Siema stary - jako jedyny odezwał się Matt, wkładając sobie do buzi łyżkę płatków czekoladowych. On mógłby jeść cały dzień, a jest chudy. Naprawdę nie wiem, gdzie on to wszystko trzyma. Zastanawiam się, czy nie zrobić mu badań, bo może mieć tasiemca.
Nałożyłem sobie na talerz naleśniki, które zapewne przygotowała Kylie. Może jest suką, ale potrafi świetnie gotować.
- Musimy coś zrobić z tym gangiem, tylko przypominam - wspomniałem, kiedy zboczyliśmy na tematy, które nie mogły uratować naszych tyłków. Potrzebujemy solidnego planu, a jak na razie jesteśmy w czarnej dupie i to mnie martwi.
- Najpierw to musimy zrobić coś z Arniką ...
- Arianą - wtrąciła Kylie, stanowczo poprawiając dziewczynę.
- Bo obchodzi mnie jej imię. - Daisy przekręciła oczami, przeczesując przy tym swoje włosy.
Pokręciłem się nerwowo na krzesełku. Zaczyna się robić niezręcznie. Wręcz mogę poczuć tą nienawiść w powietrzu.
- Powinno, ponieważ będzie w jednym domu z tobą przez 24 godziny, no chyba, że chcesz się wynieść? Nie żeby jakoś bardzo mi to przeszkadzało.
- Uspokójcie się! - krzyknął Max, wyręczając mnie w tym. Co jak co, ale nie mam ochoty na kolejną babską kłótnię.
- To ona powinna się uspokoić.
- Daisy albo się zamkniesz ... - ta dziewczyna zaczyna działać mi coraz bardziej na nerwach. Zachowuje się jak małe dziecko.
- Albo stracisz wszystkie włosy z głowy - dokończyła Kylie z mordem w oczach.
- Wow, dziewczyno nie szalej z tymi grożbami - powiedział z sarkazmem Matt, który był uśmiechnięty od ucha do ucha.
Oczywiście, że jego ta sytuacja bawiła. Jest ode mnie starszy, a zachowuje się jak 15-latek. Wszystkie kłótnie muszę załatwiać sam, chociaż jesteśmy pod jego ,,opieką''. Gdyby nie ja i Lucas, już dawno byśmy wyginęli. Coś jak dinozaury. Nikt się nimi nie opiekował, nikt o nich nie dbał, więc skończyli pod ziemią.
- Ludzie, uspokójcie się - powiedział Lucas, spoglądając na nas znad gazety.
Chciałem go poprzeć, kiedy drzwi od kuchni się otworzyły. Do pomieszczenia weszła Ariana. Wyglądała, jakby ktoś zrobił bałagan w jej umyśle i nie umiał go posprzątać.
Proszę o zostawianie komentarzy. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy.
piątek, 31 lipca 2015
niedziela, 12 lipca 2015
Rozdział 1 Umarli przeze mnie
Czcionka pochyła to sen Ariany.
*Ariana*
Poczułam ukłucie w sercu. Przed oczyma zaczęły przewijać mi się sytuacje z ostatnich trzech miesięcy. W końcu wszystko zatrzymało się na tej jednej. Był to dzień moich urodzin, kiedy dowiedziałam się, że rodzice nie żyją.
Wstałam uśmiechnięta, ponieważ to dzisiaj kończyłam 19 lat. Został tylko miesiąc do zakończenia nauki w szkole, po czym miałam wyjechać na studia prawnicze. Ubrałam się w kolorową sukienkę i delikatnie pomalowałam. Uwielbiałam zachowywać się jak idealna dziewczyna z filmów dla nastolatek. Zeszłam na dół, gdzie niestety nikt na mnie nie czekał. Wsypywałam do miski czekoladowe płatki, kiedy do kuchni weszła moja mama. Była idealną osobą w każdym calu i tego oczekiwała również ode mnie.
- Odłóż te płatki dziecko, chyba nie chcesz być gruba?
Zarumieniłam się, jednak jak zawsze posłuchałam matki. Chciałam być taka jak ona, czyli bardziej niż idealna. Chciałam aby ludzie zazdrościli mi wszystkiego. W tym świecie tylko będąc perfekcyjną można coś osiągnąć.
Po chwili wszedł tutaj również tata. Idealnie wykrojony garnitur na miarę, praca, której każdy zazdrości.
- Co masz dzisiaj w szkole? - spytał, tak jak każdego poranka.
- Sprawdzian z biologi.
- Pamiętasz, czego oczekujemy?
- Zdam go na 6 tato. Obiecuję.
Zawsze tak mówiłam i zawsze dotrzymywałam obietnicy. Rodzice wywierali na mnie presję. Rozumiałam to zawsze przez to, że mnie kochają i chcą dla mnie najlepiej. Oni po prostu pragnęli, abym była szczęśliwa. Ich zamiarem nie było mnie ranić, przynajmniej tak mi się zawsze wydawało.
Nie poszłam jednak tego dnia do szkoły. Cały dzień spędziłam na ławce w parku. Wypaliłam wtedy całą paczkę moich pierwszych papierosów. Oczy miałam czerwone i opuchnięte, jednak łzy nie przestawały płynąć. Zrozumiałam, że rodzice mnie nie kochają. Nie złożyli mi nigdy życzeń na urodziny. Nigdy nie byli ze mnie zadowoleni. Nigdy nie powiedzieli, że mnie kochają. Nie zaznałam od nich miłości w całym życiu. Zawsze czułam się jak niepotrzebny śmieć, jednak starałam się ukrywać te uczucia. W końcu bariera musiała zostać przełamana.
Wypuściłam dym papierosowy po czym szepnęłam
- Pragnę, abyście umarli.
Powiedziałam to pod wpływem chwili. Byłam zdenerwowana i nie myślałam racjonalnie. Zapomniałam jednak o jednej bardzo ważnej rzeczy. Niezależnie jak wypowiedziane, słowa mają większą siłę niż czyny.
Moje pragnienie zostało więc spełnione. UMARLI.
Obudziłam się z koszmaru. Po policzkach spływały mi łzy, mocząc koszulkę. Przyłożyłam rękę do klatki piersiowej, starając się unormować oddech. Jak zwykle coś było nie tak. Krzyknęłam z frustracji, po czym zatopiłam palce w włosach, ciągnąc za nie.
- Umarli przeze mnie.
Powtarzałam to zdanie co noc, jak modlitwę. Zawsze każda litera wypala dziurę na mojej skórze.
Wstrząsnęłam się z powodu szlochu, a ręce zaczęły się coraz bardziej pocić. Zostałam nauczona co mam robić w takie sytuacji. Wstałam gwałtownie z łóżka, starając się nie upaść na nie z powrotem. Cały czas miewam potworne zawroty głowy. Kiedy złapałam równowagę, ruszyłam w stronę pokoju Maxa. Chłopak wraz z Kylie starają się co noc uspokajać moje demony. Usłyszałam jednak ożywioną kłótnie prowadzoną na dole. Zbiegłam po schodach, przeskakując co kilka stopni. Moja krótka koszulka podwijała się do góry, jednak nie miałam siły jej obciągnąć. Głosy zaprowadziły mnie do salonu. Coraz ciężej mi się oddychało, a łzy zasłaniały prawie cały widok. Zauważyłam, że w pokoju znajdowało się bardzo dużo ludzi, którzy byli zdziwienie moim widokiem. Nie interesowało mnie to, że zobaczą mnie w takim stanie. Odnalazłam Maxa, który jak zwykle w tej sytuacji wyglądał na przejętego. Wskoczyłam na jego kolana i od razu poczułam zapach perfum chłopaka. Max przyciągnął mnie do siebie, abym mogła poczuć jego ciepło. Moja klatka unosiła się coraz wolniej, a ból coraz bardziej się rozprzestrzeniał. Usłyszałam, jak demony po raz kolejny śmiały się z mojego nieszczęścia.
*Jake*
To, że byłem wściekły, to mało powiedziane. Byłem szczerze wkurwiony. Pierwszy raz od kilku miesięcy w Londynie pojawił się gang. Co oni od nas chcą? Czy ostatnim razem nie wyraziłem się jasno, że nie chcemy tutaj gości? Czy wymordowanie całego gangu wraz z ich rodzinami nie było wystarczająco oczywistym przekazem?
Miałem właśnie wdać się w kolejną już kłótnię dzisiejszego wieczoru, kiedy usłyszałem jak ktoś zbiegał po schodach. Matt zaczął wyjmować broń, jednak Max zabronił mu tego. Po chwili w progu pojawiła się dziewczyna. Nie da się opisać słowami tego, jak wyglądała. Jej brązowe włosy były w nieładzie, policzki zalane łzami, a buzię miała wykrzywioną w grymasie bólu. Widziałem, jak jej klatka piersiowa unosiła się bardzo szybko. Kim do cholery była ta dziewczyna? O czym Max i Kylie mi nie powiedzieli? Reszta osób w pokoju była równie zdziwiona co ja, oprócz tej dwójki. Czekałem tylko na dalszy ciąg wydarzeń.
Dziewczyna podbiegła do Maxa i bardzo mocno wtuliła się w chłopaka. Z tego co mi wiadomo to Max nie ma dziewczyny i jest gejem. Kylie zaczęła w ekspresowym tempie wyrzucać z szafy stojącej w kącie wszystkie rzeczy. Nieznajoma cały czas szeptała pewne słowa. W pewnym momencie udało mi się wychwycić całe zdanie - umarli przeze mnie. Nie rozumiałem tego, co się tutaj działo. Wszystko wyglądało jak scena z pieprzonego horroru. Kylie podała strzykawkę z niebieskim płynem Maxowi, a on wbił ją w rękę dziewczyny. Krzyknęła z bólu, przez co chłopak jeszcze mocniej ją do siebie przytulił.
- Wszystko w porządku mała. Walcz z tym. - w jego oczach coś błysnęło - Proszę, nie przestawaj walczyć.
Kylie była bardzo zdenerwowana. Jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem. Opierała się o parapet, nie starając się nawet wycierać spływających po policzkach łez.
Wróciłem wzrokiem do pary siedzącej na fotelu. Oddech dziewczyny zaczął się uspokajać, a jej ciało przestało się trząść. Mimo wszystkiego widziałem, jak piękna i zraniona zarazem była. W mojej głowie od razu zaczęły się rodzić pytania, na które musiałem znać odpowiedż.
Po 5 minutach dziewczyna usnęła. Jej ręce przestały ściskać koszulkę chłopaka, a po twarzy nie płynęły już żadne łzy. Kylie odetchnęła z ulgą, a Max zaczął dziękować po cichu. Pocałował dziewczynę w czoło i wziął na ręce. Poczułem dziwne ukłucie w sercu. Zazdrość ... na pewno nie. To tylko przez nadmiar emocji. Czego miałem mu zazdrościć?
Chłopak zaniósł dziewczynę do pokoju obok, aby jak mi się wydaję, mieć na nią oko. Kiedy wrócił, oparł się o o ścianę, patrząc zamglonym wzrokiem jak Kylie wkłada wszystko z powrotem do szafki. W pokoju dało się wyczuć dziwną atmosferę. Dostałem potwierdzenie, że to nie była moja wyobrażnia, a ta scena naprawdę się wydarzyła.
- No więc... - zaczęła cicho Daisy
- Co to do cholery było? - dokończył za dziewczynę Matt. Na jego twarzy widniało nie mniejsze zszokowanie jak na mojej.
- Pozwólcie, że wszystko wyjaśnię.
Max rozsiadł się na fotelu i założył ręce za głowę. To była dla niego bardzo ciężka sytuacja.
- Dziewczyna, którą przed chwilą widzieliście to Ariana. Jest naszą przyjaciółką. Trzy miesiące temu w jej domu wybuchł pożar, w którym zginęli jej rodzice. Po tym wypadku dziewczyna nie może się otrząsnąć. Ma napady lęku. Prawie każdej nocy śni jej się koszmar. Budzi się po nim tylko z jednym przekonaniem...
- że to ona zabiła swoich rodziców. - dokończyła za niego Kylie.
Mówiłem już coś o horrorze?
- A zabiła? - spytała Daisy, nie kryjąc zainteresowania nową osobą. Co chwila poprawiała swoje zielone włosy, co pokazywało jak bardzo zakłopotana była.
- Tego nie wiemy. Nigdy nie powiedziała nam wszystkiego.
- Staramy się pomagać jak możemy. Podajemy jej leki, rozmawiamy z nią, jednak ciężko jest zwalczyć to, co siedzi w jej głowie. - Kylie usiadła na ziemi,opierając głowę o ścianę. Przejeżdżała ręką po twarzy, aby zmyć pozostałość makijażu.
- Dlaczego nie jest ze swoją rodziną, tylko siedzi tutaj i utrudnia wam życie?
- Ponieważ Matt - zaczęła ostro Kylie, która wyglądał jakby miała go zaraz uderzyć - jesteśmy jej jedynymi znajomy. Nie wiecie co przeszła, więc nie macie prawa jej oceniać.
- W takim razie nam powiedzcie.
Okey, może zabrzmiałem wścibsko, jednak miałem do tego prawo. Jestem tylko człowiekiem, który zadaje pytania. Tak się właśnie uczę.
- Nie możemy - westchnął Max - to jej życie i jej problemy. Nie wolno rozpowiadać mi o nich na prawo i lewo. Jeśli będzie chciała, to sama wam o wszystkim opowie.
Z wyrazu twarzy Maxa wynikało, że raczej nie mamy na co liczyć. Czułem jednak, jak ciekawość rozdziera mnie od środka.
- Żadnych pytań - powiedziała Kylie, widząc moją minę.
W pokoju panowała idealna cisza. Wszyscy zastanawialiśmy się, co się przed chwilą wydarzyło. To stanowczo zbyt dużo, nawet jak dla nas.
Nagle z pokoju obok usłyszeli przerażający krzyk, który przedarł się przez ścianę. Wzdrygnąłem się na ten dżwięk. Był w nim zawarty ból dziewczyny, z którym musiała się zmagać.
- Lepiej idżmy już spać. Dzisiaj wydarzyło się bardzo dużo - Max podniósł się i ruszył w stronę pokoju. Zatrzymał się w połowie i odwrócił z poważnym wyrazem twarzy w naszą stronę - a i proszę zachowujcie się jutro normalnie.
- Udawajcie, jakby nic się tej nocy nie wydarzyło - dopowiedziała Kylie, bawiąc się między palcami zużytą strzykawką.
- Jak mamy przestać o tym myśleć i wymusić uśmiech?- wyprzedziła mnie z tym pytaniem Daisy.
- Skoro ona potrafi, to wy również.
Proszę o zostawianie komentarzy. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy.
*Ariana*
Poczułam ukłucie w sercu. Przed oczyma zaczęły przewijać mi się sytuacje z ostatnich trzech miesięcy. W końcu wszystko zatrzymało się na tej jednej. Był to dzień moich urodzin, kiedy dowiedziałam się, że rodzice nie żyją.
Wstałam uśmiechnięta, ponieważ to dzisiaj kończyłam 19 lat. Został tylko miesiąc do zakończenia nauki w szkole, po czym miałam wyjechać na studia prawnicze. Ubrałam się w kolorową sukienkę i delikatnie pomalowałam. Uwielbiałam zachowywać się jak idealna dziewczyna z filmów dla nastolatek. Zeszłam na dół, gdzie niestety nikt na mnie nie czekał. Wsypywałam do miski czekoladowe płatki, kiedy do kuchni weszła moja mama. Była idealną osobą w każdym calu i tego oczekiwała również ode mnie.
- Odłóż te płatki dziecko, chyba nie chcesz być gruba?
Zarumieniłam się, jednak jak zawsze posłuchałam matki. Chciałam być taka jak ona, czyli bardziej niż idealna. Chciałam aby ludzie zazdrościli mi wszystkiego. W tym świecie tylko będąc perfekcyjną można coś osiągnąć.
Po chwili wszedł tutaj również tata. Idealnie wykrojony garnitur na miarę, praca, której każdy zazdrości.
- Co masz dzisiaj w szkole? - spytał, tak jak każdego poranka.
- Sprawdzian z biologi.
- Pamiętasz, czego oczekujemy?
- Zdam go na 6 tato. Obiecuję.
Zawsze tak mówiłam i zawsze dotrzymywałam obietnicy. Rodzice wywierali na mnie presję. Rozumiałam to zawsze przez to, że mnie kochają i chcą dla mnie najlepiej. Oni po prostu pragnęli, abym była szczęśliwa. Ich zamiarem nie było mnie ranić, przynajmniej tak mi się zawsze wydawało.
Nie poszłam jednak tego dnia do szkoły. Cały dzień spędziłam na ławce w parku. Wypaliłam wtedy całą paczkę moich pierwszych papierosów. Oczy miałam czerwone i opuchnięte, jednak łzy nie przestawały płynąć. Zrozumiałam, że rodzice mnie nie kochają. Nie złożyli mi nigdy życzeń na urodziny. Nigdy nie byli ze mnie zadowoleni. Nigdy nie powiedzieli, że mnie kochają. Nie zaznałam od nich miłości w całym życiu. Zawsze czułam się jak niepotrzebny śmieć, jednak starałam się ukrywać te uczucia. W końcu bariera musiała zostać przełamana.
Wypuściłam dym papierosowy po czym szepnęłam
- Pragnę, abyście umarli.
Powiedziałam to pod wpływem chwili. Byłam zdenerwowana i nie myślałam racjonalnie. Zapomniałam jednak o jednej bardzo ważnej rzeczy. Niezależnie jak wypowiedziane, słowa mają większą siłę niż czyny.
Moje pragnienie zostało więc spełnione. UMARLI.
Obudziłam się z koszmaru. Po policzkach spływały mi łzy, mocząc koszulkę. Przyłożyłam rękę do klatki piersiowej, starając się unormować oddech. Jak zwykle coś było nie tak. Krzyknęłam z frustracji, po czym zatopiłam palce w włosach, ciągnąc za nie.
- Umarli przeze mnie.
Powtarzałam to zdanie co noc, jak modlitwę. Zawsze każda litera wypala dziurę na mojej skórze.
Wstrząsnęłam się z powodu szlochu, a ręce zaczęły się coraz bardziej pocić. Zostałam nauczona co mam robić w takie sytuacji. Wstałam gwałtownie z łóżka, starając się nie upaść na nie z powrotem. Cały czas miewam potworne zawroty głowy. Kiedy złapałam równowagę, ruszyłam w stronę pokoju Maxa. Chłopak wraz z Kylie starają się co noc uspokajać moje demony. Usłyszałam jednak ożywioną kłótnie prowadzoną na dole. Zbiegłam po schodach, przeskakując co kilka stopni. Moja krótka koszulka podwijała się do góry, jednak nie miałam siły jej obciągnąć. Głosy zaprowadziły mnie do salonu. Coraz ciężej mi się oddychało, a łzy zasłaniały prawie cały widok. Zauważyłam, że w pokoju znajdowało się bardzo dużo ludzi, którzy byli zdziwienie moim widokiem. Nie interesowało mnie to, że zobaczą mnie w takim stanie. Odnalazłam Maxa, który jak zwykle w tej sytuacji wyglądał na przejętego. Wskoczyłam na jego kolana i od razu poczułam zapach perfum chłopaka. Max przyciągnął mnie do siebie, abym mogła poczuć jego ciepło. Moja klatka unosiła się coraz wolniej, a ból coraz bardziej się rozprzestrzeniał. Usłyszałam, jak demony po raz kolejny śmiały się z mojego nieszczęścia.
*Jake*
To, że byłem wściekły, to mało powiedziane. Byłem szczerze wkurwiony. Pierwszy raz od kilku miesięcy w Londynie pojawił się gang. Co oni od nas chcą? Czy ostatnim razem nie wyraziłem się jasno, że nie chcemy tutaj gości? Czy wymordowanie całego gangu wraz z ich rodzinami nie było wystarczająco oczywistym przekazem?
Miałem właśnie wdać się w kolejną już kłótnię dzisiejszego wieczoru, kiedy usłyszałem jak ktoś zbiegał po schodach. Matt zaczął wyjmować broń, jednak Max zabronił mu tego. Po chwili w progu pojawiła się dziewczyna. Nie da się opisać słowami tego, jak wyglądała. Jej brązowe włosy były w nieładzie, policzki zalane łzami, a buzię miała wykrzywioną w grymasie bólu. Widziałem, jak jej klatka piersiowa unosiła się bardzo szybko. Kim do cholery była ta dziewczyna? O czym Max i Kylie mi nie powiedzieli? Reszta osób w pokoju była równie zdziwiona co ja, oprócz tej dwójki. Czekałem tylko na dalszy ciąg wydarzeń.
Dziewczyna podbiegła do Maxa i bardzo mocno wtuliła się w chłopaka. Z tego co mi wiadomo to Max nie ma dziewczyny i jest gejem. Kylie zaczęła w ekspresowym tempie wyrzucać z szafy stojącej w kącie wszystkie rzeczy. Nieznajoma cały czas szeptała pewne słowa. W pewnym momencie udało mi się wychwycić całe zdanie - umarli przeze mnie. Nie rozumiałem tego, co się tutaj działo. Wszystko wyglądało jak scena z pieprzonego horroru. Kylie podała strzykawkę z niebieskim płynem Maxowi, a on wbił ją w rękę dziewczyny. Krzyknęła z bólu, przez co chłopak jeszcze mocniej ją do siebie przytulił.
- Wszystko w porządku mała. Walcz z tym. - w jego oczach coś błysnęło - Proszę, nie przestawaj walczyć.
Kylie była bardzo zdenerwowana. Jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem. Opierała się o parapet, nie starając się nawet wycierać spływających po policzkach łez.
Wróciłem wzrokiem do pary siedzącej na fotelu. Oddech dziewczyny zaczął się uspokajać, a jej ciało przestało się trząść. Mimo wszystkiego widziałem, jak piękna i zraniona zarazem była. W mojej głowie od razu zaczęły się rodzić pytania, na które musiałem znać odpowiedż.
Po 5 minutach dziewczyna usnęła. Jej ręce przestały ściskać koszulkę chłopaka, a po twarzy nie płynęły już żadne łzy. Kylie odetchnęła z ulgą, a Max zaczął dziękować po cichu. Pocałował dziewczynę w czoło i wziął na ręce. Poczułem dziwne ukłucie w sercu. Zazdrość ... na pewno nie. To tylko przez nadmiar emocji. Czego miałem mu zazdrościć?
Chłopak zaniósł dziewczynę do pokoju obok, aby jak mi się wydaję, mieć na nią oko. Kiedy wrócił, oparł się o o ścianę, patrząc zamglonym wzrokiem jak Kylie wkłada wszystko z powrotem do szafki. W pokoju dało się wyczuć dziwną atmosferę. Dostałem potwierdzenie, że to nie była moja wyobrażnia, a ta scena naprawdę się wydarzyła.
- No więc... - zaczęła cicho Daisy
- Co to do cholery było? - dokończył za dziewczynę Matt. Na jego twarzy widniało nie mniejsze zszokowanie jak na mojej.
- Pozwólcie, że wszystko wyjaśnię.
Max rozsiadł się na fotelu i założył ręce za głowę. To była dla niego bardzo ciężka sytuacja.
- Dziewczyna, którą przed chwilą widzieliście to Ariana. Jest naszą przyjaciółką. Trzy miesiące temu w jej domu wybuchł pożar, w którym zginęli jej rodzice. Po tym wypadku dziewczyna nie może się otrząsnąć. Ma napady lęku. Prawie każdej nocy śni jej się koszmar. Budzi się po nim tylko z jednym przekonaniem...
- że to ona zabiła swoich rodziców. - dokończyła za niego Kylie.
Mówiłem już coś o horrorze?
- A zabiła? - spytała Daisy, nie kryjąc zainteresowania nową osobą. Co chwila poprawiała swoje zielone włosy, co pokazywało jak bardzo zakłopotana była.
- Tego nie wiemy. Nigdy nie powiedziała nam wszystkiego.
- Staramy się pomagać jak możemy. Podajemy jej leki, rozmawiamy z nią, jednak ciężko jest zwalczyć to, co siedzi w jej głowie. - Kylie usiadła na ziemi,opierając głowę o ścianę. Przejeżdżała ręką po twarzy, aby zmyć pozostałość makijażu.
- Dlaczego nie jest ze swoją rodziną, tylko siedzi tutaj i utrudnia wam życie?
- Ponieważ Matt - zaczęła ostro Kylie, która wyglądał jakby miała go zaraz uderzyć - jesteśmy jej jedynymi znajomy. Nie wiecie co przeszła, więc nie macie prawa jej oceniać.
- W takim razie nam powiedzcie.
Okey, może zabrzmiałem wścibsko, jednak miałem do tego prawo. Jestem tylko człowiekiem, który zadaje pytania. Tak się właśnie uczę.
- Nie możemy - westchnął Max - to jej życie i jej problemy. Nie wolno rozpowiadać mi o nich na prawo i lewo. Jeśli będzie chciała, to sama wam o wszystkim opowie.
Z wyrazu twarzy Maxa wynikało, że raczej nie mamy na co liczyć. Czułem jednak, jak ciekawość rozdziera mnie od środka.
- Żadnych pytań - powiedziała Kylie, widząc moją minę.
W pokoju panowała idealna cisza. Wszyscy zastanawialiśmy się, co się przed chwilą wydarzyło. To stanowczo zbyt dużo, nawet jak dla nas.
Nagle z pokoju obok usłyszeli przerażający krzyk, który przedarł się przez ścianę. Wzdrygnąłem się na ten dżwięk. Był w nim zawarty ból dziewczyny, z którym musiała się zmagać.
- Lepiej idżmy już spać. Dzisiaj wydarzyło się bardzo dużo - Max podniósł się i ruszył w stronę pokoju. Zatrzymał się w połowie i odwrócił z poważnym wyrazem twarzy w naszą stronę - a i proszę zachowujcie się jutro normalnie.
- Udawajcie, jakby nic się tej nocy nie wydarzyło - dopowiedziała Kylie, bawiąc się między palcami zużytą strzykawką.
- Jak mamy przestać o tym myśleć i wymusić uśmiech?- wyprzedziła mnie z tym pytaniem Daisy.
- Skoro ona potrafi, to wy również.
Proszę o zostawianie komentarzy. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy.
Prolog
3 miesiące wcześniej
Usiadłam na plastikowym krzesełku z kawą parującą z kubka. Jest już moją czwartą, jednak dalej nie dała mi upragnionego ukojenia. Oparłam się o siedzenie i poczułam nieprzyjemny zapach szpitala. Oddychałam tym powietrzem od kilku godzin. Nienawidzę szpitali. Niosą one za sobą tylko śmierć. To niepisana zasada. Przecież nie ma osoby, która na słowo szpital choćby się uśmiechnęła. Nikt kto tu wszedł i nikt kto stąd wyszedł nie był szczęśliwy. Czuję jak moje włosy i ubrania pachną śmiercią. Sama na pewno wyglądam, jakbym czekała w kolejce do piekła. W końcu je dzisiaj przeżyłam. Wróciłam do domu, nie, do jego ruin. 19 lat mojego życia spłonęło wraz z wspomnieniami. Na miejscu zastałam strażaków, którzy ratowali coś czego nie było; policjantów którzy starali się mnie uspokoić. Z podjazdu wyjechała karetka z poważnie poparzonymi rodzicami, a oni chcieli żebym się uspokoiła? To nie było możliwe, ponieważ cholera, to że dom płonął było moją winą i tylko moją. No bo jak inaczej wszystko wytłumaczyć? Zawiodłam rodziców i zostałam za to ukarana.
Pielęgniarka podała mi kolejny zastrzyk uspokajający, ponieważ policjant siedzący obok mnie uważał, że straciłam rozum. Bardzo możliwe, ale czy oni sądzą, że jakieś badziewie w płynie potrafi naprawić złamaną duszę?
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała pielęgniarka po czym okryła moje trzęsące się ciało kocem.
Bądżmy jednak szczerzy. Będzie dobrze mówią tylko osoby, które wiedzą, że stanie się dokładnie na odwrót.
Siedziałam nieruchomo przez kilka godzin. W moich żyłach płynęła kofeina płynęła kofeina, mieszając się z dziwnym specyfikiem, dzięki której potrafiłam jeszcze funkcjonować.
Jednak ..... nie na długo. Moje ręce coraz bardziej się trzęsły. Czułam jak głowę powoli rozdziera przerażający ból spowodowany emocjami, których nie potrafiłam powstrzymać. Poczucie winy osiadło na moim sercu i nie chciało się stamtąd wydostać. To właśnie ono będzie mnie dręczyło do końca życia.
Z sali wyszedł lekarz. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wstałam gwałtownie, nie przejmując się tym, że wylałam kawę na podłogę. Przez usta doktora przeszły dwa słowa, wyszeptane jak modlitwa.
- Nie żyją.
To wystarczyło. Te dwa słowa zniszczyły mnie na zawsze.
Po policzkach zaczęły spływać gorące łzy bólu i nienawiści. Nie starałam się nawet ukryć uczuć. Wydałam z siebie krzyk, szarpiąc za włosy na głowie. Nie potrafiłam poradzić sobie z narastającym smutkiem. To tak, jakby czarna fala zalewała każdy zakątek mojego umysłu. Zapragnęłam umrzeć, ponieważ sytuacja przekroczyła próg psychicznej wytrzymałości.
Czyjeś ramiona otuliły moje ciało szepcząc,jak bardzo im przykro. Mi też było przykro, ponieważ to nie ja umarłam. To mnie powinni opłakiwać, to mój pogrzeb powinni przygotowywać.
Jedyne o co teraz prosiłam, to żeby wszystkie uczucia zniknęły. Chciałam tylko, aby ból odszedł i zabrał swoją przyjaciółkę śmierć.
Nagle wszystko się zatrzymało. Nieznana mi wcześniej czerń otuliła moje ciało czarnym płaszczem. Wyszeptałam ciche przepraszam, zanim moja dusza odeszła. Serce pękło na milion kawałków, których nie dało się już posklejać. Moje drobne ciało wpadło w otchłań, z której nie było ratunku.
Aktualnie
Nazywając mnie suką będziesz miał całkowitą rację. Tylko tak można mówić o dziewczynie, która została wyprana z uczuć. Nie potrafiłam pozbierać się po śmierci rodziców. Zamieszkałam w domu mojego przyjaciela geja i przyjaciółki zdziry. Tylko dzięki nim jeszcze żyję. Są jedynymi osobami, którzy nie oceniają mnie, nie pocieszają. Wiedzą jaka jest prawda i pomagają mi przez nią przejść. Wiele razy powstrzymali mnie od samobójstwa, prosząc abym walczyła. Ja jednak zawszę ich zawodzę. Nie potrafię oprzeć się demonom, które wchodzą w najdalsze zakamarki mojej duszy. Nieznane mi głosy niszczą szwy, dzięki którym nie krwawiłam. One powiększają rany, ponieważ łakną mojego cierpienia. To kara za błędy jakie popełniłam. Nauczka za śmierć, do której doprowadziłam. Wiem, że teraz muszę z tym żyć.
Psycholog stwierdził u mnie napady lękowe. Mogę powiedzieć, że ten człowiek nic nie wie, jednak ma rację. To właśnie one niszczą mnie nocą. Są gorsze niż koszmary, gorsze niż horrory oglądane w nocy, gorsze niż głosy w twojej głowie, ponieważ są prawdziwe. Przez cały dzień uśmiechasz się. Możesz wtedy udawać, że nie masz uczuć, ale w nocy ból jest zbyt silny. Poddajesz mu się.
Jeśli mnie rozumiesz, to wiedz, że mi przykro. Słyszałam, jak mówią o nas, o tych, co wybrali ból. Jesteśmy skazani. Skazani na wieczną samotność.
Proszę o zostawienie komentarza. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy!
Usiadłam na plastikowym krzesełku z kawą parującą z kubka. Jest już moją czwartą, jednak dalej nie dała mi upragnionego ukojenia. Oparłam się o siedzenie i poczułam nieprzyjemny zapach szpitala. Oddychałam tym powietrzem od kilku godzin. Nienawidzę szpitali. Niosą one za sobą tylko śmierć. To niepisana zasada. Przecież nie ma osoby, która na słowo szpital choćby się uśmiechnęła. Nikt kto tu wszedł i nikt kto stąd wyszedł nie był szczęśliwy. Czuję jak moje włosy i ubrania pachną śmiercią. Sama na pewno wyglądam, jakbym czekała w kolejce do piekła. W końcu je dzisiaj przeżyłam. Wróciłam do domu, nie, do jego ruin. 19 lat mojego życia spłonęło wraz z wspomnieniami. Na miejscu zastałam strażaków, którzy ratowali coś czego nie było; policjantów którzy starali się mnie uspokoić. Z podjazdu wyjechała karetka z poważnie poparzonymi rodzicami, a oni chcieli żebym się uspokoiła? To nie było możliwe, ponieważ cholera, to że dom płonął było moją winą i tylko moją. No bo jak inaczej wszystko wytłumaczyć? Zawiodłam rodziców i zostałam za to ukarana.
Pielęgniarka podała mi kolejny zastrzyk uspokajający, ponieważ policjant siedzący obok mnie uważał, że straciłam rozum. Bardzo możliwe, ale czy oni sądzą, że jakieś badziewie w płynie potrafi naprawić złamaną duszę?
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała pielęgniarka po czym okryła moje trzęsące się ciało kocem.
Bądżmy jednak szczerzy. Będzie dobrze mówią tylko osoby, które wiedzą, że stanie się dokładnie na odwrót.
Siedziałam nieruchomo przez kilka godzin. W moich żyłach płynęła kofeina płynęła kofeina, mieszając się z dziwnym specyfikiem, dzięki której potrafiłam jeszcze funkcjonować.
Jednak ..... nie na długo. Moje ręce coraz bardziej się trzęsły. Czułam jak głowę powoli rozdziera przerażający ból spowodowany emocjami, których nie potrafiłam powstrzymać. Poczucie winy osiadło na moim sercu i nie chciało się stamtąd wydostać. To właśnie ono będzie mnie dręczyło do końca życia.
Z sali wyszedł lekarz. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wstałam gwałtownie, nie przejmując się tym, że wylałam kawę na podłogę. Przez usta doktora przeszły dwa słowa, wyszeptane jak modlitwa.
- Nie żyją.
To wystarczyło. Te dwa słowa zniszczyły mnie na zawsze.
Po policzkach zaczęły spływać gorące łzy bólu i nienawiści. Nie starałam się nawet ukryć uczuć. Wydałam z siebie krzyk, szarpiąc za włosy na głowie. Nie potrafiłam poradzić sobie z narastającym smutkiem. To tak, jakby czarna fala zalewała każdy zakątek mojego umysłu. Zapragnęłam umrzeć, ponieważ sytuacja przekroczyła próg psychicznej wytrzymałości.
Czyjeś ramiona otuliły moje ciało szepcząc,jak bardzo im przykro. Mi też było przykro, ponieważ to nie ja umarłam. To mnie powinni opłakiwać, to mój pogrzeb powinni przygotowywać.
Jedyne o co teraz prosiłam, to żeby wszystkie uczucia zniknęły. Chciałam tylko, aby ból odszedł i zabrał swoją przyjaciółkę śmierć.
Nagle wszystko się zatrzymało. Nieznana mi wcześniej czerń otuliła moje ciało czarnym płaszczem. Wyszeptałam ciche przepraszam, zanim moja dusza odeszła. Serce pękło na milion kawałków, których nie dało się już posklejać. Moje drobne ciało wpadło w otchłań, z której nie było ratunku.
Aktualnie
Nazywając mnie suką będziesz miał całkowitą rację. Tylko tak można mówić o dziewczynie, która została wyprana z uczuć. Nie potrafiłam pozbierać się po śmierci rodziców. Zamieszkałam w domu mojego przyjaciela geja i przyjaciółki zdziry. Tylko dzięki nim jeszcze żyję. Są jedynymi osobami, którzy nie oceniają mnie, nie pocieszają. Wiedzą jaka jest prawda i pomagają mi przez nią przejść. Wiele razy powstrzymali mnie od samobójstwa, prosząc abym walczyła. Ja jednak zawszę ich zawodzę. Nie potrafię oprzeć się demonom, które wchodzą w najdalsze zakamarki mojej duszy. Nieznane mi głosy niszczą szwy, dzięki którym nie krwawiłam. One powiększają rany, ponieważ łakną mojego cierpienia. To kara za błędy jakie popełniłam. Nauczka za śmierć, do której doprowadziłam. Wiem, że teraz muszę z tym żyć.
Psycholog stwierdził u mnie napady lękowe. Mogę powiedzieć, że ten człowiek nic nie wie, jednak ma rację. To właśnie one niszczą mnie nocą. Są gorsze niż koszmary, gorsze niż horrory oglądane w nocy, gorsze niż głosy w twojej głowie, ponieważ są prawdziwe. Przez cały dzień uśmiechasz się. Możesz wtedy udawać, że nie masz uczuć, ale w nocy ból jest zbyt silny. Poddajesz mu się.
Jeśli mnie rozumiesz, to wiedz, że mi przykro. Słyszałam, jak mówią o nas, o tych, co wybrali ból. Jesteśmy skazani. Skazani na wieczną samotność.
Proszę o zostawienie komentarza. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy!
niedziela, 5 lipca 2015
Bohaterowie
Ariana (19 lat) - Palenie jest złe, ale powód przez który to robię jest gorszy.

Kylie (19 lat) - Każda mała dziewczynka po jakimś czasie staje się suką.

Alex (22 lata) - Największą sztuczką Diabła, której kiedykolwiek dokonał, było przekonanie świata, że nigdy nie istniał.

Lucas (24 lat) - Cokolwiek się powiem ludziom o sobie, powie się za dużo.

Max (23 lat) - Jeżeli nie możesz być szczęśliwy, możesz być pijany.

Matthew (25 lat) - Piekło jest puste, a wszystkie diabły są na ziemi.

Daisy ( 20 lat) - Ciebie też rozkochał, a póżniej zostawił? Piona, kurwa, idiotko.

Veronica (22 lata) - Wrażliwość sprawia, że jesteśmy słabi.

Jake (20 lat) - Ja nie mam serca, skarbie.
Kylie (19 lat) - Każda mała dziewczynka po jakimś czasie staje się suką.
Alex (22 lata) - Największą sztuczką Diabła, której kiedykolwiek dokonał, było przekonanie świata, że nigdy nie istniał.
Lucas (24 lat) - Cokolwiek się powiem ludziom o sobie, powie się za dużo.
Max (23 lat) - Jeżeli nie możesz być szczęśliwy, możesz być pijany.
Matthew (25 lat) - Piekło jest puste, a wszystkie diabły są na ziemi.
Daisy ( 20 lat) - Ciebie też rozkochał, a póżniej zostawił? Piona, kurwa, idiotko.
Veronica (22 lata) - Wrażliwość sprawia, że jesteśmy słabi.
Jake (20 lat) - Ja nie mam serca, skarbie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)