Otworzyłam powieki, starając się nie zwracać uwagi na potworny ból głowy. Do moich nozdrzy dotarł zapach perfum Maxa. Przypomniały mi one o ostatniej nocy. Po raz kolejny miałam atak paniki. Nie wiem już, jak sobie z nimi radzić. Demony są ode mnie silniejsze. Co noc bawią się moim kosztem. Ich to bawi, a moje serce zostaje ponownie rozdarte. Mimo czasu, jaki upłynął, nie potrafię zapomnieć o śmierci rodziców. Nie potrafię przestać się winić. Oni nie żyją i nic mi już tego nie zwróci. Nie będzie dobrze, ponieważ mnie nie da się naprawić. Potrzebuje, aby wymazano mi pamięć. Tylko dzięki temu zapomnę o bólu. Z poczuciem winy trzeba jednak żyć i nie ma od niego ucieczki. Możemy chować się, ale zawsze nas znajdzie. Możemy udawać, że nie czujemy bólu, ale to wtedy, on urośnie w siłę. Pewnego dnia wybuchnie i zmieni nas na zawsze.
Wstałam z łóżka, ponieważ nie miałam ochoty na powtórkę z nocy. Ataki w ciągu dnia były słabe i zdarzały się rzadko, jednak były. Nigdy nie mogłam się czuć bezpiecznie, zwłaszcza kiedy spałam. Zamknięcie powiek powodowało ciemność, a to przed nią trzeba mnie chronić. Tam znajdują się nasze demony, niezależnie czy w to wierzymy, czy nie. Wszystkie lęki są ukryte właśnie tam. W ciemności.
Weszłam do łazienki znajdującej się obok pokoju chłopaka. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam to, co zwykle. Blada skóra, opuchnięte oczy, potargane kręcone włosy, ślady łez na policzkach. Wyglądałam jak trup i tak się właśnie czułam. Wzięłam zimny prysznic i ubrałam na siebie bluzę Maxa. Miała na sobie logo Maxfield. Jest ona moją ulubioną, nawet nie wiem czemu. Przypomina mi ona o ostatnich latach katuszy. Nosząc ją, karzę samą siebie. Zadaję sobie podwójny ból, ponieważ wydaje mi się, że to co przeszłam do tej pory jest niewystarczające. Pragnę cierpieć, skoro to jedyne co czuję. Z szafki wygrzebałam korektor i starą mascarę. Postarałam się nałożyć wszystko dokładnie, aby jak najbardziej zakryć niedoskonałości nocy.
- Zachowuj się tak, jak każdego poranka - szepnęłam do drugiej mnie. Dziewczyna w lustrze powtarzała każdy ruch, jednak nie była mną. Ona codziennie się śmieje. Ze mnie. - Udawaj, że nic się nie stało, a każdy w to uwierzy.
Zebrałam włosy w koka i poszłam na palcach do kuchni. Przed drzwiami postarałam się nałożyć na twarz szeroki uśmiech. Miałam nadzieję, że choć trochę przypominał ten prawdziwy.
- Pamiętaj, gra aktorska - westchnęłam - W końcu jesteś w tym najlepsza.
Pchnęłam mosiężne drzwi, a 6 par oczu spojrzało w moją stronę. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że w nocy byli jacyś ludzie. Miałam nadzieję, że Max lub Kylie zajęli się całą sprawą i nie będę musiała nic tłumaczyć.
- No cóż, masz dzisiaj większą widownię dziecinko - głos odezwał się w mojej głowie - Głowa do góry, plecy proste, przyjazny uśmiech. Przecież to potrafisz.
- Siema suko - powiedzieli jednocześnie Max i Kylie. Przyjaciele pokazali sobie języki i znowu na mnie spojrzeli. Zrobiłam sobie kawę bez cukru, starając się uspokoić drżenie rąk.
- To są nasi znajomi - powiedział Max, kiedy odwróciłam się w jego stronę - zielone włosy to Daisy - gdyby wzrok mógł zabijać, to już dawno leżałabym martwa na podłodze - ten w koszuli to nasza mądrala Lucas - chłopak czytał poranną gazetę i dziękuję, że jakiś artykuł pochłonął jego myśli doszczętnie- chłopak w tatuażach to Matt - jego postać kojarzy mi się z pistoletem. Mam nadzieję, że się nie zaprzyjażnimy i chłopak mnie zabije. Nie, to nie jest sarkazm. Jestem zupełnie poważna. Jeśli nie ja, to on. - no i na końcu jest Jake.
Piwne oczy zaczęły patrzeć w głąb moich. Widziałam, jak chłopak starał się odszukać odpowiedzi na męczące go pytania. Najpierw musiałby otworzyć bramę, a to jest niemożliwe. Jak on chce tego dokonać, skoro sama nie potrafię? Zamek został zamknięty, a klucz wyrzucony do morza smutku. Jest go za dużo, aby został odnaleziony.
Upiłam łyk gorącej kawy. Pragnęłam, aby goście przestali się na mnie gapić, aby przestali o mnie myśleć. Oprócz chęci zapadnięcia się pod ziemię, przez moją głową przetoczyła się inna, silniejsza myśl.
Spojrzałam na Maxa, robiąc maślane oczka.
- Chcesz? - spytał, pokazując głową na papierosa.
Pokiwałam ochoczo głową i odłożyłam kubek z kawą na stolik. Usiadłam na blacie, abyśmy znależli się na podobnej wysokości z chłopakiem. Chłopak zaciągnął się dymem papierosowym, po czym wypuścił go w moje usta. Przytrzymałam chwilę dym, po czym wypuściłam go w twarz chłopaka. Uśmiechnęłam się. Uwielbiam papierosy. Nikotyna pozwala radzić sobie ze stresem, uspokaja duszę. Jest niebezpieczna i prowadzi do śmierci, tak jak wszystko na świecie. Dlaczego mam przestać je palić, skoro mi pomagają. Jeśli mnie nie zabiją, to przynajmniej ukoją cierpienie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do chłopaka. Wiem, że wymiana dymu jest bardzo osobista i na pewno przyciągnęłam wzrok zgromadzonych.
- Co chcesz na śniadanie?
Podeszłam do Kylie i mocno się przytuliłam. Schowałam twarz w jej szyję, wdychając zapach słodkich perfum. Chciałam coś zjeść, naprawdę byłam głodna, jednak myśl przytycia mnie przytłoczyła. Diabełek szeptał mi do ucha rzeczy, których nikt nie powinien słyszeć. Rzeczy, które codziennie rozwalają mnie psychicznie. Jeśli przyjażnisz się z diabłem, który nazywa się Ana, to wiedz, że mi przykro.
- Chyba sobie odpuszczę.
- Weż leki - westchnęła dziewczyna. Kylie nigdy nie mówiła mi jak mam żyć. Nie wpychała mi jedzenia do buzi, nie kontrolowała mojej wagi. Ona właśnie w ten sposób się o mnie troszczy. Nie karze mi robić czegoś, co spowodowało by u mnie płacz. Bo właśnie to robi jedzenie, a raczej jego skutki.
- Dobrze mamo - uśmiechnęłam się i wyminęłam dziewczynę, która miała dać mi klapsa w tyłek. Zawsze to robi, kiedy ją tak przezywam.
Wyjęłam z drewnianej szafki ogromną reklamówkę, która była pełna kolorowych opakowań i wzięłam odpowiednią dawkę na rano. Wiem, że lekarstwa powinno się przyjmować po zjedzeniu czegokolwiek. Co mnie jednak obchodzą zalecenia? Niech się cieszą, że je w ogóle biorę i dodatkowo w odpowiedniej ilości.
Usiadłam ponownie na blacie, popijając co chwila kawę. Starałam się jak najmocniej, aby uciszyć głód. Czułam jak mój brzuch zaciska się, co powodowało potworny ból. Póki jednak potrafiłam stać na nogach, nie potrzebowałam jedzenia.
W białym kubku ukazała się moja twarz. Spojrzałam w swoje smutne oczy, do których nigdy nie docierał uśmiech. To właśnie one potrafiły mnie zdradzić.
-Nienawidzę siebie suki. Zadowolone? - szepnęłam do demonów, a w moich oczach coś błysnęło.
*Jake*
- Dzień dobry wszystkim - wszedłem do jasnej kuchni. Przy stole siedzieli już wszyscy z gangu. Nie było tylko Ariany. Zapewne jeszcze spała. Ja po takiej nocy, nie chciałbym nawet wyjść z pokoju.
- Siema stary - jako jedyny odezwał się Matt, wkładając sobie do buzi łyżkę płatków czekoladowych. On mógłby jeść cały dzień, a jest chudy. Naprawdę nie wiem, gdzie on to wszystko trzyma. Zastanawiam się, czy nie zrobić mu badań, bo może mieć tasiemca.
Nałożyłem sobie na talerz naleśniki, które zapewne przygotowała Kylie. Może jest suką, ale potrafi świetnie gotować.
- Musimy coś zrobić z tym gangiem, tylko przypominam - wspomniałem, kiedy zboczyliśmy na tematy, które nie mogły uratować naszych tyłków. Potrzebujemy solidnego planu, a jak na razie jesteśmy w czarnej dupie i to mnie martwi.
- Najpierw to musimy zrobić coś z Arniką ...
- Arianą - wtrąciła Kylie, stanowczo poprawiając dziewczynę.
- Bo obchodzi mnie jej imię. - Daisy przekręciła oczami, przeczesując przy tym swoje włosy.
Pokręciłem się nerwowo na krzesełku. Zaczyna się robić niezręcznie. Wręcz mogę poczuć tą nienawiść w powietrzu.
- Powinno, ponieważ będzie w jednym domu z tobą przez 24 godziny, no chyba, że chcesz się wynieść? Nie żeby jakoś bardzo mi to przeszkadzało.
- Uspokójcie się! - krzyknął Max, wyręczając mnie w tym. Co jak co, ale nie mam ochoty na kolejną babską kłótnię.
- To ona powinna się uspokoić.
- Daisy albo się zamkniesz ... - ta dziewczyna zaczyna działać mi coraz bardziej na nerwach. Zachowuje się jak małe dziecko.
- Albo stracisz wszystkie włosy z głowy - dokończyła Kylie z mordem w oczach.
- Wow, dziewczyno nie szalej z tymi grożbami - powiedział z sarkazmem Matt, który był uśmiechnięty od ucha do ucha.
Oczywiście, że jego ta sytuacja bawiła. Jest ode mnie starszy, a zachowuje się jak 15-latek. Wszystkie kłótnie muszę załatwiać sam, chociaż jesteśmy pod jego ,,opieką''. Gdyby nie ja i Lucas, już dawno byśmy wyginęli. Coś jak dinozaury. Nikt się nimi nie opiekował, nikt o nich nie dbał, więc skończyli pod ziemią.
- Ludzie, uspokójcie się - powiedział Lucas, spoglądając na nas znad gazety.
Chciałem go poprzeć, kiedy drzwi od kuchni się otworzyły. Do pomieszczenia weszła Ariana. Wyglądała, jakby ktoś zrobił bałagan w jej umyśle i nie umiał go posprzątać.
Proszę o zostawianie komentarzy. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz