Pewnego dnia obudzisz się i nie będziesz tą samą osobę. Twoje włosy będą dłuższe, a zmarszczki pojawią się dookoła pełnych ust. Zobaczysz świat innym, niż kiedykolwiek go widziałaś. Ponieważ to co wydarzyło się wcześniej, nigdy więcej nie będzie miało miejsca. Nie zależnie jak bardzo będziesz się starać, ten dzień nie wróci. Ty również. Każdego następnego dnia będziesz starsza, a życie zacznie ci uciekać między palcami. Pewnego dnia obudzisz się i zrozumiesz, że zmarnowałaś coś, co było największym darem, coś co nigdy nie wróci. Twoje życie.
Potworny ból przeszył moją głowę. Starałam się otworzyć oczy, jednak moje powieki zdawały się być zbyt ciężkie. Ciało nie chciało ze mną współpracować i dopiero po chwili mogłam się poruszyć. Od razu tego pożałowałam. Ból w udzie stał się przeszywający, przygniatając mnie do łóżka. Spojrzałam na swoje biurko zawalone kartkami. Teraz stały na nim buteleczki z lekami oraz bandaże. Pierwszy raz widziałam je u siebie w pokoju. Zamrugałam kilka razy, aby bardziej wyostrzyć swój wzrok. Dopiero po chwili przypomniałam sobie wydarzenia z łazienki. Wspomnienia spadły na mnie, przyciskając do łóżka. W moich oczach po raz kolejny pojawiły się łzy, których nie miałam siły zetrzeć. Po prostu płakałam nad swoim losem. Wszystko mnie bolało, czułam się okropnie. Wtedy w mojej głowie pojawił się obraz Jake'a. Jego zmartwiony wzrok, usłyszałam udręczony krzyk, który wypełnił moją głowę.
Nagle poczułam przeszywający ból uda. Piekło potwornie, a z moich oczu popłynęły kolejne łzy. Jęknęłam, prosząc o zmniejszenie mojego bólu. Drzwi do pokoju się otworzyły, jednak nie zdążyłam zauważyć, kto do niego wszedł, ponieważ zemdlałam.
*Jake*
Wziąłem tacę z lekami przeciwbólowymi i szklankę z wodą. Lekarz, który przyszedł ją zbadać powiedział, że Ariana powinna się niedługo obudzić. Nie było z nią najlepiej. Straciła sporą ilość krwi a ranę trzeba było zaszyć. Przez ostatnie kilka godzin siedziałem przy niej, trzymając jej chudą, bladą dłoń. Nie wiedziałem, czemu to robiłem. Chwilę wcześniej była mi zupełnie obojętna, a jednak coś kazało mi się nią zająć. Nie chciałem się o nią martwić, nie była warta mojego czasu ... przynajmniej tak mi się wydawało.
Wszedłem do przyciemnionego pokoju, któremu dawało światło jedynie mała lampka. Odłożyłem tacę na biurko i podszedłem do dziewczyny. Była blada, a na policzkach widniały ślady łez. Musiała się obudzić, kiedy mnie nie było. Westchnąłem i pogładziłem dziewczynę po włosach, siadając na łóżku obok niej. Była wychudzona, a kości wystawały spod jej cienkiej koszulki. Nakryłem Arianę mocnej kołdrą, sprawdzając jeszcze czy nie dostała gorączki. Lekarz uprzedził, że może do tego dojść.
Drzwi od pokoju otworzyły się i ujrzałem w nich Kylie. Pierwszy raz widziałem ją w takim nieładzie. Markowe ciuchy zastąpiła dresami, a bladej, zmartwionej twarzy nie przykrywała warstwa makijażu.
- Jak ona się czuje? - spytała cicho, siadając na krześle. Naciągnęła rękawy czarnej bluzy, przyglądając się śpiącej Arianie.
- Nie mam pojęcia. Powinna się niedługo obudzić. Jak na razie nie ma gorączki, więc nie jest chyba żle.
Kylie pokiwała głową, patrząc na mnie uważnie.
- Nigdy cię takiego nie widziałam.
- Jakiego?
- Troszczysz się o nią.
Prychnąłem, odsuwając się od Ariany.
- Wcale tego nie robię. Po prostu jest mi jej szkoda.
- Proszę cię - westchnęła i pokręciła głową na boki. Kosmyki włosów wyszły z jej lużnego koka - Możesz okłamywać mnie, ale nie okłamuj siebie.
- Dobrze wiesz, że tego nie robię.Jestem szczery.
Dziewczyna westchnęła, spoglądając ostatni raz na dziewczynę. Ucałowała ją w policzek i podeszła do drzwi.
- Jasne - jej ramiona uniosły się i opadły - jesteś szczery.
Jej głos był słaby, ale przepełniony sarkazmem. Sam nie wiem komu mam wierzyć. Ja sam sobie nie wierzę. Nie potrafię już odróżnić prawdy od kłamstwa, ponieważ przestaję jasno myśleć. Wszystko przez tą dziewczynę. Zabiera mi coś, czego nie będę mógł otrzymać ponownie.
Zabiera mi moje serce.
*Ariana*
Czyjaś dłoń dotknęła mojej, a przez ciało przeszedł mnie dreszcz. Zaczęłam się powoli budzić. Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy, aby wyostrzył mi się wzrok. Zauważyłam, że na moim łóżku siedzi Jake. Zmarszczyłam czoło i spojrzałam na zmartwionego chłopaka. Dopiero po chwili zauważył, że się przebudziłam. Odsunął się ode mnie gwałtownie, pozostawiając po sobie chłód, którego nie chciałam odczuwać. Postanowiłam się podnieść, jednak mój plan został szybko uniemożliwiony. Ból głowy i uda stanowczo mi to uniemożliwił.
- Poczekaj, pomogę ci.
Ciepłe dłonie dotknęły moich boków, delikatnie unosząc i opierając o ścianę. Oddech chłopaka na mojej szyi sprawił, że dostałam gęsiej skórki. Jake to zauważył i przykrył mnie kocem, myśląc, że jest mi zimno. Chciałabym, aby tak właśnie było.
- Napij się i weż te leki.
Przytaknęłam głową, jak posłuszne dziecko. Nie miałam siły pytać się go gdzie jest reszta oraz czemu to on ze mną siedzi. Chciałam po prostu, aby przestało mnie boleć. Psychicznie i fizycznie. To, że czułam się żle, to mało powiedziane. Nie miałam siły się poruszać, nie chciałam tego robić. Wolałam siedzieć w łóżku i nikomu się nie pokazywać. Nie mam ochoty na rozmowy z ludżmi, na udawanie normalnej. Nigdy nią nie byłam, ponieważ nigdy nie byłam sobą. Zawsze był ktoś, komu musiałam się podporządkować. Teraz nie wiem kim jestem. To jest chyba najgorsze. Czuję się, jakbym siedziała w obcym ciele, ponieważ nie znam samej siebie.
Panowała w pokoju dziwna, niezręczna cisza. Jake nie wyglądał jak zwykle, nie był pewny siebie i gadatliwy. Jego postawa świadczyła o zmęczeniu a rumieńce na policzkach ... chwila, czy on się wstydził? Onieśmielam go?
- Dziękuję, że tutaj jesteś - powiedziałam, starając się przerwać panującą ciszę. Sama nie wiem, czemu to zrobiłam. Może chciałam, żeby zrobiło mu się milej? Może nie chciałam wyjść na bezuczuciową sukę?
Odpowiedż chłopaka mnie zaskoczyła. Jake tylko prychnął i wyszedł. Tak po prostu. Zostawił mnie samą z swoimi myślami. Nie wiedziałam, co złego zrobiłam.Starałam się być miła, a on zachował się jak typowy cham. Kurwa, jakiś bipolarny jest chyba. Najpierw mi pomaga i jest miły, a za chwilę prycha na mnie. Myślałam, że będę mogła go chodż trochę polubić, ale to uczucie stanowczo minęło.
Drzwi od mojego pokoju się otworzyły, a ja przyłapałam się na poczuciu, że to Jake postanowił mnie przeprosić. Szybko skarciłam się w myślach i postarałam przybrać jakikolwiek uśmiech na twarz. Co no cóż, było cholerne trudne. Tabletki jeszcze nie zaczęły działać, a moje myśli były bardzo rozbiegane.
Moje ciało zostało porwane w dobrze mi znane ramiona. Max przytulił mnie do siebie, całując w czubek głowy. Mimo wszystko, ten czuły ruch był zbyt gwałtowny, prze co mimo woli syknęłam z bólu.
- Przepraszam kochanie.
Max gwałtownie się ode mnie odsunął, siadając na brzegu łóżka. Wyglądał na równie zmartwionego, co Kylie, która zajęła miejsce na krześle obok. Wyglądali, jakby nie przespali kilku nocy, a z tego co orientuję się w zegarku minęło 6 godzin.
- Jak się czujesz?
Westchnęłam, zauważając rozbiegany wzrok dziewczyny. Patrzyła się wszędzie, tylko nie na mnie. Czy wyglądałam aż tak żle?
- Tak jak widzisz. - spuściłam wzrok na swoje palce, które zaciskały się na białej pościeli - co się działo, kiedy byłam nieprzytomna przez te kilka godzin?
- Kilka godzin?! Cholera, dziewczyno nie było z tobą kontaktu przez dwa dni.
Wytrzeszczyłam oczy, patrząc na moich przyjaciół. Takiego obrotu spraw nie przewidziałam. To, co się tutaj działo musiało być szalone. Teraz rozumiem, dlaczego wyglądają, jakby długo nie spali.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jakie piekło przeżyliśmy przez ostatnie godziny. Staraliśmy się cię wybudzić, ale kiedy nie dawaliśmy rady, a wciąż traciliśmy krew, musieliśmy zadzwonić po lekarza. - Szpital znajduje się jakieś 2 godziny stąd, więc nie było sensu narażać cię na dodatkowe niebezpieczeństwo - dopowiedział chłopak, biorąc mnie za rękę.
- Jednak - głos Kylie delikatnie się załamał - lekarz również miał duże problemy. Miałaś drgawki, a doktor brał pod uwagę, że będziesz potrzebowała transfuzji krwi. Tak strasznie się martwił o ciebie. Myślałam, że .... że ty już się nie wybudzisz. Bałam się, że mnie zostawiłaś.
W tym momencie dziewczyna całkowicie się rozkleiła. Łzy spływały po jej policzkach w zastraszająco szybkim tempie. Ja sama poczułam, że będę za chwilę płakać. Kylie się o mnie martwiła. To uczucie, że komuś na mnie zależy było czymś cudownym. Przytuliłam do siebie dziewczynę, nie przejmując się bólem uda. Płakałyśmy wzajemnie, delikatnie kołysząc się na boki. Za chwilę poczułam jak męskie ramiona obejmują nas, a Max przyłączył się do grupowego uścisku.
Zaczęłam dziękować Bogu, w którego nie wierzyłam, za tak cudownych przyjaciół. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak wiele im zawdzięczam. Moje życie jest w ich rękach i nigdy nie czułam się bardziej bezpieczna.
- Nie masz za co dziękować.
Kylie szepnęła do mnie, a ja zorientowałam się, że ostatnie kilka zdań wypowiedziałam na głos. Przymknęłam oczy, mocniej przytulając się do dziewczyny. Pierwszy raz poczułam, że nie jestem ze wszystkim sama, że mam na kogo liczyć.
- Kocham was dziewczyny - powiedział Max i mocniej przytulił nas do siebie.
środa, 3 lutego 2016
piątek, 29 stycznia 2016
Rozdział 4 Przestań mówić nie!
Wszyscy czekamy na ciebie ... wszyscy czekamy na ciebie.
Te słowa wydały mi się dziwnie. Nikt nigdy na mnie nie czekał. Nikomu nie byłam potrzebna. Nikt mnie nigdzie nie zapraszał. Przyzwyczaiłam się do samotności, do uczucia pustki w sercu. Ktoś może powiedzieć, że powinnam być wdzięczna Bogu za to, co dla mnie zrobił. Za nowych przyjaciół, za miłość, którą mnie darzą. Jak jednak dziękować komuś, kogo nie ma?
Zamknęłam drzwi od mojego pokoju, od jedynego miejsca w którym .... chodż nie, tutaj też nie czułam się bezpiecznie. Nie miałam gdzie się schować. Przed samą sobą nie ma ucieczki. Naciągnęłam rękawy bluzy i ruszyłam na dół, szurając nogami. Nie byłam głodna, nie chciałam z nikim rozmawiać. Mimo wszystko musiałam udawać szczęśliwą przed znajomymi Kylie i Maxa. Musiałam zrobić to dla nich, nie dla siebie.
Weszłam do oświetlonej jadalni. Przy ogromnym stole, zastawionym różnymi potrawami siedzieli już wszyscy. Rozmawiali, uśmiechali się ... a potem zobaczyli mnie i zrobiło się niezręcznie. Nie powiem, było mi przykro. Wiedziałam, że do nich nie pasuję, że jesteśmy zupełnie różni, że się mnie boją. Mimo wszystko, ból był taki sam. Już nawet sztuczny uśmiech nie chciał wstąpić na moją twarz.
- Wreszcie zeszłaś do nas.
Powiedziała Kylie, wskazując ręką na wolne krzesło obok niej. Pokiwałam głową i ruszyłam na wyznaczone mi miejsce. Po drodze mój wzrok spotkał się z wzrokiem ... Jace ... Jamie ... Jake'a . Tak, właśnie, Jake'a.
Jego brązowe oczy były bardzo piękne. Wyglądały na zmartwione, smutne. Nie wiedziałam jednak z jakiego powodu, skoro chwilę wcześniej uśmiechał się wraz z innymi.
- Już nałożyłam ci jedzenie.
Spojrzałam na talerz z niewielką ilością kurczaka i ziemniaków. Wyglądało to jak porcja dla małego dziecka, jednak nie jestem pewna, czy zjem też to. Dzisiaj wyjątkowo mój apetyt wynosił 0. Uniosłam widelec z porcją ziemniaków do ust, przysłuchując się rozmowie innych.
- Wciąż nie mogę uwierzyć co się tutaj dzieje - powiedział Mat, przeczesując swoje czarne włosy palcami.
- Kurwa nie ty jeden - oczy Jake'a delikatnie się przymknęły - nie wiem jak mamy sobie z tym wszystkim poradzić, bo do jasnej cholery,nic o nich nie wiemy.
Ja również nic nie wiedziałam. Nie rozumiałam o kim i o czym oni wszyscy mówią.
- Jestem ciekawa, czego mogą chcieć. - westchnęła Kylie, grzebiąc w swoim talerzu.
Oczu Daisy zabłysły, a na twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech.
- Jak to czego, naszej śmierci.
W jadalni zapadła kompletna cisza. Moja dłoń zatrzymała się w połowie drogi po szklankę z sokiem. Nie potrafiłam się poruszyć. Byłam zaskoczona tym, co mówią. Moja ciekawość bardzo wzrosła. Mimo wszystko nie ośmieliłam się zadać pytania. Po prostu nie potrafiłam wydusić z siebie słowa.
Po chwili wzrok zgromadzonych spadł na mnie. Oczekiwali mojej odpowiedzi, chcieli wiedzieć jak zareaguję, ale ja sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Czułam się jak małe dziecko, samotne w obcym świecie. Nie wiedziałam o czym do mnie mówiono, jak zareagować.
- Porozmawiamy o tym póżniej - powiedział Max. Nie byłam pewna jednak, do kogo się zwrócił.
Napiłam się soku, czując jak zimna ciecz przepływa przez moje gardło.
- Wiem!!! - głośny krzyk wdarł się do mojej głowy. Skrzywiłam się i spojrzałam na uśmiechniętą od ucha do ucha Kylie. - Mam cudowny pomysł.
- Ty i cudowny pomysł? - Jake spojrzał na dziewczynę spode łba - to się nie łączy.
- Siedż cicho, ta sprawa cię nie dotyczy. - wzrok Kylie spoczął na mnie - wyjdżmy jutro na zakupy do galerii.
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Mój umysł zaczął świrować. Nie byłam poza bramą tego domu od kilku miesięcy. Podobało mi się życie w klatce.
- No chyba cię pojebało - w końcu powiedziałam, nie przejmując się skrzywioną miną dziewczyny - nigdzie nie idę.
- Proszę cię, będzie cudownie.
- Chyba dla ciebie - przymknęłam oczy, aby chodż trochę uspokoić nagły przypływ gniewu. Ściszyłam mój głos do szeptu. - Dobrze wiesz, że nie chcę nigdzie iść.
- Wiem o tym, jednak powinnaś gdzieś wyjść - ręka dziewczyny znalazła się na mojej - Nie byłaś nigdzie już tak długo.
- Nie, naprawdę.
- Przestań mówić nie! - ochrypły głos Jake'a odezwał się w mojej głowie - chociaż spróbuj. Czego się boisz?
No właśnie ... o co chodzi? Sama nie jestem pewna. Boję się, ale nie wiem czego dokładnie. W końcu na każdym kroku czeka na mnie niebezpieczeństwo ... ja sama nim jestem.
- A jeśli spotkam kogoś znajomego? Co im powiem, że dlaczego niby opuściłam szkołę w połowie semestru? - wymyśliłam na poczekaniu.
W jadalni zapanowała cisza, przerywana nerwowym stukaniem paznokci Kylie o blat. Jedyne o czym teraz marzyłam to zaszycie się w łóżku. Zbyt dużo myśli znowu wkroczyło do mojej głowy.
- To pojedżmy do Londynu. Tam jest wielu różnych ludzi, miasto jest duże więc jest małe prawdopodobieństwo spotkania kogoś znajomego. Musimy załatwić kilka spraw, więc możemy pojechać tam razem.
- Tak, świetny pomysł Max - powiedziała Kylie, uśmiechając się jak małe dziecko - ale wciąż cię nienawidzę.
Super- powiedziałam w myślach. Moja ręka drżała, trzymając widelec. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jutro na prawdę wyjdę do ludzi. Pokażę się im ... Boję się, że mnie przejrzą, że zobaczą we mnie morderczynię. Zostanę przez nich wyśmiana. Tak,na pewno tak będzie. Ludzie nie przyjmą mnie takiej, jaką jestem. Połamanej na kawałki dziewczyny. Świat nie potrzebuje słabych, wrażliwych osób. Świat je połyka, ponieważ pragnie silnych, dzielnych ludzi. Zawadzam tutaj, więc nie mam powodu wtapiać się w środowisko. Chyba to boli mnie najbardziej.
Zmieniłam się.
Jestem gorsza od innych ludzi.
Ponieważ jestem słaba.
Moja warga zadrżała. Dopiero teraz zauważyłam, że moje policzki były mokre od łez.
- Ari? Czy wszystko w porządku? - cichy szept odezwał się przy mojej głowie.
Nie zwróciłam na nic uwagi. Miałam być twarda, miałam nie płakać. Jak to łatwo złamać człowieka....
Gwałtownie odeszłam od stołu, przewracając moje krzesło na podłogę. Głośny dżwięk zabrzmiał w moich uszach. Pobiegłam w stronę swojego pokoju, zachaczając po drodze o regał. Moje udo zostało mocno przecięte, a pulsujący ból o dziwo zaczął mnie uspokajać. Weszłam do łazienki nie spoglądając na siebie w lustrze. Nie chciałam widzieć, jak słaba się stałam. Usiadłam na zimnych kafelkach, przykładając ręcznik do rany. Krew wypływała obficie, brudząc podłogę czerwonymi plamami. Nabierałam małe wdechy, ledwie je wydychając. Nie miałam siły oddychać, płakać, żyć. Po prostu potrzebowałam spokoju od samej siebie i chorych myśli powstających w mojej głowie.
Chciałam wstać i umyć ręcznik. Jednak obraz mi się zamazał i zachwiałam się. Upadłam na podłogę, zwalając buteleczki z kosmetykami na ziemię. Tępy ból powiększał się z każdą chwilą, a mój oddech był bardzo nierówny. Ostatnie co zobaczyłam to twarz Jake'a a póżniej nastała ciemność.
*Jake*
Wziąłem do ust kolejną porcję ziemniaków. Kolacja przebiegała w bardzo nerwowej atmosferze. Matt jadł już 5 kurczaka, a Lucas przeglądał coś na telefonie. Ja sam starałem się nie przysłuchiwać rozmowie toczącej przy stole, co było trudne. Kylie co chwila coś wykrzykiwała, zagłuszając moje myśli w głowie. Starałem się opracować jakikolwiek plan zabicia gangu, odesłania ich na cholernego Marsa. Atmosfera przy stole stała się jednak nie do zniesienia i nie byłem jedynym, który to wyczuł. Max kręcił się nerwowo na krzesełku, przeczesując włosy palcami. Był zdenerwowany, jak połowa osób tutaj, więc przysłuchałem się rozmowie.
- Dobrze wiesz, że nie chcę nigdzie iść - głos Ariany zniżył się do szeptu. Jej twarz była bardzo blada, a z warkocza powychodziło kilka kosmyków ciemnych włosów.
- Wiem o tym, jednak powinnaś gdzieś iść.
Kylie uśmiechnęła się delikatnie, zupełnie zbijając mnie z tropu. Raz krzyczy, a za chwilę jest miła jak Matka Teresa. Obchodzą się z Arianą jak z dzieckiem, którym nie jest. Rozumiem każdy ma problemy, ale jakoś musimy sobie z nimi radzić. Ta dziewczyna żyje w skorupie, zupełnie odizolowana od świata. Jak ma wstać na nogi i żyć ponownie, kiedy pewnie nie wie, jaki mamy miesiąc. Ona się poddaje, a ma przed sobą całe życie. Nie może go zmarnować, ponieważ ubzdurała coś sobie. Jeśli nie oni, to ja jej pomogę.
- Nie, naprawdę.
- Przestań mówić nie! - krzyknąłem, nie przejmując się spojrzeniami innych. Ariana coraz bardziej mnie wkurza - chociaż spróbuj. Czego się boisz?
Nie słuchałem jednak jej odpowiedzi, ponieważ telefon w mojej kieszeni zawibrował. Dostałem wiadomość od nieznanego mi numeru: Już niedługo zobaczysz co to ból. Zmarszczyłem czoło, mocno rozmyślając. Poczułem, jak coś się we mnie gotuje. Byłem pewien, że jest to wiadomość od gangu. Po obiedzie postaram się ich namierzyć. Może byli wystarczająco głupi, żeby nie zniszczyć karty sim. Musi być jakiś sposób,aby ich wyeliminować.
Nagle ktoś przewrócił krzesełko, odchodząc gwałtownie od stołu. Dobrze wiedziałem, że była to Ariana. Nie wiem, co myśleć o tej dziewczynie. Znam ją tylko 2 dni, a zdążyła mnie zaciekawić. Raz jest potulna jak baranek, a póżniej potrafi nieżle nakrzyczeć na kogoś. Płacze, a potem strasznie się wkurza. Nie da się przewidzieć jej nastroju, ponieważ ona sama nie wie, co się z nią dzieje. Zdaje mi się, że tylko ja zauważam jej różne oblicza. Ma maski, które zakłada spotykając się z innymi ludżmi. Zgaduję, że tak właśnie wyglądało jej życie. Było sztuką, a ona jedyną grającą tam aktorką.
- Dzięki za obiad - powiedziałem i bez żadnych wyjaśnień odszedłem od stołu. Nie miałem ochoty na pogaduszki z innymi, moją głowę zajmowały poważniejsze sprawy. Sytuacja z gangiem zaczyna się robić coraz gorsza. Od kilku dni dostajemy dziwne smsy z pogróżkami. To zabawa w kotka i myszkę, która bardzo mi się nie podoba. Bo to oni są kotem, a my cholernymi myszkami. Nie możemy się ich bać, a jednak mają przewagę. Wiedzą wszytko, a my ..... nic. Jesteśmy w czarnej dupie.
Kiedy wchodziłem po schodach usłyszałem dziwny huk, jakby coś ... lub ktoś spadł na ziemię. Powinienem odejść i się nie przejmować. Mimo wszystko coś kazało mi otworzyć drzwi od łazienki i spojrzeć na podłogę. Na kafelkach znajdowało się dużo krwi, która wypływała z rany Ariany. Dziewczyna leżała w dziwnej pozycji na ziemi, patrząc się na mnie przymkniętymi oczami. Była potwornie blada, oddychała nierównomiernie. Automatycznie uklęknąłem przy niej, starając się przebudzić dziewczynę. Zemdlała. Zacząłem wołać moich przyjaciół, przyciskając ręcznik do rany dziewczyny.
Nie rozumiałem, dlaczego byłem zdenerwowany.
Nie rozumiałem, dlaczego moje ręce tak bardzo się trzęsły.
Nie rozumiałem, dlaczego się martwiłem.
Te słowa wydały mi się dziwnie. Nikt nigdy na mnie nie czekał. Nikomu nie byłam potrzebna. Nikt mnie nigdzie nie zapraszał. Przyzwyczaiłam się do samotności, do uczucia pustki w sercu. Ktoś może powiedzieć, że powinnam być wdzięczna Bogu za to, co dla mnie zrobił. Za nowych przyjaciół, za miłość, którą mnie darzą. Jak jednak dziękować komuś, kogo nie ma?
Zamknęłam drzwi od mojego pokoju, od jedynego miejsca w którym .... chodż nie, tutaj też nie czułam się bezpiecznie. Nie miałam gdzie się schować. Przed samą sobą nie ma ucieczki. Naciągnęłam rękawy bluzy i ruszyłam na dół, szurając nogami. Nie byłam głodna, nie chciałam z nikim rozmawiać. Mimo wszystko musiałam udawać szczęśliwą przed znajomymi Kylie i Maxa. Musiałam zrobić to dla nich, nie dla siebie.
Weszłam do oświetlonej jadalni. Przy ogromnym stole, zastawionym różnymi potrawami siedzieli już wszyscy. Rozmawiali, uśmiechali się ... a potem zobaczyli mnie i zrobiło się niezręcznie. Nie powiem, było mi przykro. Wiedziałam, że do nich nie pasuję, że jesteśmy zupełnie różni, że się mnie boją. Mimo wszystko, ból był taki sam. Już nawet sztuczny uśmiech nie chciał wstąpić na moją twarz.
- Wreszcie zeszłaś do nas.
Powiedziała Kylie, wskazując ręką na wolne krzesło obok niej. Pokiwałam głową i ruszyłam na wyznaczone mi miejsce. Po drodze mój wzrok spotkał się z wzrokiem ... Jace ... Jamie ... Jake'a . Tak, właśnie, Jake'a.
Jego brązowe oczy były bardzo piękne. Wyglądały na zmartwione, smutne. Nie wiedziałam jednak z jakiego powodu, skoro chwilę wcześniej uśmiechał się wraz z innymi.
- Już nałożyłam ci jedzenie.
Spojrzałam na talerz z niewielką ilością kurczaka i ziemniaków. Wyglądało to jak porcja dla małego dziecka, jednak nie jestem pewna, czy zjem też to. Dzisiaj wyjątkowo mój apetyt wynosił 0. Uniosłam widelec z porcją ziemniaków do ust, przysłuchując się rozmowie innych.
- Wciąż nie mogę uwierzyć co się tutaj dzieje - powiedział Mat, przeczesując swoje czarne włosy palcami.
- Kurwa nie ty jeden - oczy Jake'a delikatnie się przymknęły - nie wiem jak mamy sobie z tym wszystkim poradzić, bo do jasnej cholery,nic o nich nie wiemy.
Ja również nic nie wiedziałam. Nie rozumiałam o kim i o czym oni wszyscy mówią.
- Jestem ciekawa, czego mogą chcieć. - westchnęła Kylie, grzebiąc w swoim talerzu.
Oczu Daisy zabłysły, a na twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech.
- Jak to czego, naszej śmierci.
W jadalni zapadła kompletna cisza. Moja dłoń zatrzymała się w połowie drogi po szklankę z sokiem. Nie potrafiłam się poruszyć. Byłam zaskoczona tym, co mówią. Moja ciekawość bardzo wzrosła. Mimo wszystko nie ośmieliłam się zadać pytania. Po prostu nie potrafiłam wydusić z siebie słowa.
Po chwili wzrok zgromadzonych spadł na mnie. Oczekiwali mojej odpowiedzi, chcieli wiedzieć jak zareaguję, ale ja sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Czułam się jak małe dziecko, samotne w obcym świecie. Nie wiedziałam o czym do mnie mówiono, jak zareagować.
- Porozmawiamy o tym póżniej - powiedział Max. Nie byłam pewna jednak, do kogo się zwrócił.
Napiłam się soku, czując jak zimna ciecz przepływa przez moje gardło.
- Wiem!!! - głośny krzyk wdarł się do mojej głowy. Skrzywiłam się i spojrzałam na uśmiechniętą od ucha do ucha Kylie. - Mam cudowny pomysł.
- Ty i cudowny pomysł? - Jake spojrzał na dziewczynę spode łba - to się nie łączy.
- Siedż cicho, ta sprawa cię nie dotyczy. - wzrok Kylie spoczął na mnie - wyjdżmy jutro na zakupy do galerii.
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Mój umysł zaczął świrować. Nie byłam poza bramą tego domu od kilku miesięcy. Podobało mi się życie w klatce.
- No chyba cię pojebało - w końcu powiedziałam, nie przejmując się skrzywioną miną dziewczyny - nigdzie nie idę.
- Proszę cię, będzie cudownie.
- Chyba dla ciebie - przymknęłam oczy, aby chodż trochę uspokoić nagły przypływ gniewu. Ściszyłam mój głos do szeptu. - Dobrze wiesz, że nie chcę nigdzie iść.
- Wiem o tym, jednak powinnaś gdzieś wyjść - ręka dziewczyny znalazła się na mojej - Nie byłaś nigdzie już tak długo.
- Nie, naprawdę.
- Przestań mówić nie! - ochrypły głos Jake'a odezwał się w mojej głowie - chociaż spróbuj. Czego się boisz?
No właśnie ... o co chodzi? Sama nie jestem pewna. Boję się, ale nie wiem czego dokładnie. W końcu na każdym kroku czeka na mnie niebezpieczeństwo ... ja sama nim jestem.
- A jeśli spotkam kogoś znajomego? Co im powiem, że dlaczego niby opuściłam szkołę w połowie semestru? - wymyśliłam na poczekaniu.
W jadalni zapanowała cisza, przerywana nerwowym stukaniem paznokci Kylie o blat. Jedyne o czym teraz marzyłam to zaszycie się w łóżku. Zbyt dużo myśli znowu wkroczyło do mojej głowy.
- To pojedżmy do Londynu. Tam jest wielu różnych ludzi, miasto jest duże więc jest małe prawdopodobieństwo spotkania kogoś znajomego. Musimy załatwić kilka spraw, więc możemy pojechać tam razem.
- Tak, świetny pomysł Max - powiedziała Kylie, uśmiechając się jak małe dziecko - ale wciąż cię nienawidzę.
Super- powiedziałam w myślach. Moja ręka drżała, trzymając widelec. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jutro na prawdę wyjdę do ludzi. Pokażę się im ... Boję się, że mnie przejrzą, że zobaczą we mnie morderczynię. Zostanę przez nich wyśmiana. Tak,na pewno tak będzie. Ludzie nie przyjmą mnie takiej, jaką jestem. Połamanej na kawałki dziewczyny. Świat nie potrzebuje słabych, wrażliwych osób. Świat je połyka, ponieważ pragnie silnych, dzielnych ludzi. Zawadzam tutaj, więc nie mam powodu wtapiać się w środowisko. Chyba to boli mnie najbardziej.
Zmieniłam się.
Jestem gorsza od innych ludzi.
Ponieważ jestem słaba.
Moja warga zadrżała. Dopiero teraz zauważyłam, że moje policzki były mokre od łez.
- Ari? Czy wszystko w porządku? - cichy szept odezwał się przy mojej głowie.
Nie zwróciłam na nic uwagi. Miałam być twarda, miałam nie płakać. Jak to łatwo złamać człowieka....
Gwałtownie odeszłam od stołu, przewracając moje krzesło na podłogę. Głośny dżwięk zabrzmiał w moich uszach. Pobiegłam w stronę swojego pokoju, zachaczając po drodze o regał. Moje udo zostało mocno przecięte, a pulsujący ból o dziwo zaczął mnie uspokajać. Weszłam do łazienki nie spoglądając na siebie w lustrze. Nie chciałam widzieć, jak słaba się stałam. Usiadłam na zimnych kafelkach, przykładając ręcznik do rany. Krew wypływała obficie, brudząc podłogę czerwonymi plamami. Nabierałam małe wdechy, ledwie je wydychając. Nie miałam siły oddychać, płakać, żyć. Po prostu potrzebowałam spokoju od samej siebie i chorych myśli powstających w mojej głowie.
Chciałam wstać i umyć ręcznik. Jednak obraz mi się zamazał i zachwiałam się. Upadłam na podłogę, zwalając buteleczki z kosmetykami na ziemię. Tępy ból powiększał się z każdą chwilą, a mój oddech był bardzo nierówny. Ostatnie co zobaczyłam to twarz Jake'a a póżniej nastała ciemność.
*Jake*
Wziąłem do ust kolejną porcję ziemniaków. Kolacja przebiegała w bardzo nerwowej atmosferze. Matt jadł już 5 kurczaka, a Lucas przeglądał coś na telefonie. Ja sam starałem się nie przysłuchiwać rozmowie toczącej przy stole, co było trudne. Kylie co chwila coś wykrzykiwała, zagłuszając moje myśli w głowie. Starałem się opracować jakikolwiek plan zabicia gangu, odesłania ich na cholernego Marsa. Atmosfera przy stole stała się jednak nie do zniesienia i nie byłem jedynym, który to wyczuł. Max kręcił się nerwowo na krzesełku, przeczesując włosy palcami. Był zdenerwowany, jak połowa osób tutaj, więc przysłuchałem się rozmowie.
- Dobrze wiesz, że nie chcę nigdzie iść - głos Ariany zniżył się do szeptu. Jej twarz była bardzo blada, a z warkocza powychodziło kilka kosmyków ciemnych włosów.
- Wiem o tym, jednak powinnaś gdzieś iść.
Kylie uśmiechnęła się delikatnie, zupełnie zbijając mnie z tropu. Raz krzyczy, a za chwilę jest miła jak Matka Teresa. Obchodzą się z Arianą jak z dzieckiem, którym nie jest. Rozumiem każdy ma problemy, ale jakoś musimy sobie z nimi radzić. Ta dziewczyna żyje w skorupie, zupełnie odizolowana od świata. Jak ma wstać na nogi i żyć ponownie, kiedy pewnie nie wie, jaki mamy miesiąc. Ona się poddaje, a ma przed sobą całe życie. Nie może go zmarnować, ponieważ ubzdurała coś sobie. Jeśli nie oni, to ja jej pomogę.
- Nie, naprawdę.
- Przestań mówić nie! - krzyknąłem, nie przejmując się spojrzeniami innych. Ariana coraz bardziej mnie wkurza - chociaż spróbuj. Czego się boisz?
Nie słuchałem jednak jej odpowiedzi, ponieważ telefon w mojej kieszeni zawibrował. Dostałem wiadomość od nieznanego mi numeru: Już niedługo zobaczysz co to ból. Zmarszczyłem czoło, mocno rozmyślając. Poczułem, jak coś się we mnie gotuje. Byłem pewien, że jest to wiadomość od gangu. Po obiedzie postaram się ich namierzyć. Może byli wystarczająco głupi, żeby nie zniszczyć karty sim. Musi być jakiś sposób,aby ich wyeliminować.
Nagle ktoś przewrócił krzesełko, odchodząc gwałtownie od stołu. Dobrze wiedziałem, że była to Ariana. Nie wiem, co myśleć o tej dziewczynie. Znam ją tylko 2 dni, a zdążyła mnie zaciekawić. Raz jest potulna jak baranek, a póżniej potrafi nieżle nakrzyczeć na kogoś. Płacze, a potem strasznie się wkurza. Nie da się przewidzieć jej nastroju, ponieważ ona sama nie wie, co się z nią dzieje. Zdaje mi się, że tylko ja zauważam jej różne oblicza. Ma maski, które zakłada spotykając się z innymi ludżmi. Zgaduję, że tak właśnie wyglądało jej życie. Było sztuką, a ona jedyną grającą tam aktorką.
- Dzięki za obiad - powiedziałem i bez żadnych wyjaśnień odszedłem od stołu. Nie miałem ochoty na pogaduszki z innymi, moją głowę zajmowały poważniejsze sprawy. Sytuacja z gangiem zaczyna się robić coraz gorsza. Od kilku dni dostajemy dziwne smsy z pogróżkami. To zabawa w kotka i myszkę, która bardzo mi się nie podoba. Bo to oni są kotem, a my cholernymi myszkami. Nie możemy się ich bać, a jednak mają przewagę. Wiedzą wszytko, a my ..... nic. Jesteśmy w czarnej dupie.
Kiedy wchodziłem po schodach usłyszałem dziwny huk, jakby coś ... lub ktoś spadł na ziemię. Powinienem odejść i się nie przejmować. Mimo wszystko coś kazało mi otworzyć drzwi od łazienki i spojrzeć na podłogę. Na kafelkach znajdowało się dużo krwi, która wypływała z rany Ariany. Dziewczyna leżała w dziwnej pozycji na ziemi, patrząc się na mnie przymkniętymi oczami. Była potwornie blada, oddychała nierównomiernie. Automatycznie uklęknąłem przy niej, starając się przebudzić dziewczynę. Zemdlała. Zacząłem wołać moich przyjaciół, przyciskając ręcznik do rany dziewczyny.
Nie rozumiałem, dlaczego byłem zdenerwowany.
Nie rozumiałem, dlaczego moje ręce tak bardzo się trzęsły.
Nie rozumiałem, dlaczego się martwiłem.
czwartek, 7 stycznia 2016
Rozdział 3 Wspomnienia
Weszłam do swojego pokoju, po raz kolejny mu się przyglądając. Dwa małe okna były zasłonięte czarnymi roletami. Ściany miały biały kolor, tak samo jak łóżko. W rogu stało brązowe biurko, zawalone różnymi kartkami. Wisiała nad nim półka zapełniona starymi książkami. Obok szafki nocnej stało wciąż nierozpakowane pudło z rzeczami, które zachowały się po pożarze. Wciąż nie miałam siły tam zajrzeć. Miałam również niedużą garderobę i własną łazienkę. Moi przyjaciele byli bogaci, czego nigdy nie rozumiałam. Poznałam ich w ostatniej klasie liceum. Byli nowymi, a ja przewodniczącą szkoły. Moim obowiązkiem było oprowadzenie ich po niej oraz zapoznane z najważniejszymi informacjami. Okazało się, że wcale nie zachowywali się tak żle, na jakich wyglądali. Na początku ich tatuaże i kolczyki odstraszyły mnie. Byłam tylko cichą, zamkniętą w sobie dziewczynką. To właśnie oni odkryli moją prawdziwą, buntowniczą stronę. To dzięki nim postanowiłam wyjść z skorupy. Nie chowałam się już więcej za książkami. O dziwo to oni okazali się tymi, którzy zostali ze mną w potrzebie. Nie mój były chłopak John, nie była przyjaciółka Lucy. Z resztą, czy mogę ich tak nazwać, kiedy nigdy nie byli prawdziwi? Czasami wydaje mi się, że tylko istnieli, stali koło mnie, ale nigdy nie wkraczali do mojego życia. Spędzaliśmy razem czas, przyjażniliśmy się, jednak ja nie znałam ich, a oni mnie. Byliśmy różni, wyglądając tak samo. Byłam jedną z tych idealnych, licealnych dziewczyn. Bogata, mądra i ładna. Chłopacy codziennie zapraszali mnie na randki, nie zważając na mojego chłopaka. Któremu to wogóle nie przeszkadzało, teraz już wiem czemu. W końcu musiał kiedyś znależć czas, aby pieprzyć się z Lucy.
Na myśl o wszystkich wspomnieniach, w moich oczach pojawiły się łzy. Gdyby nie Kate i Max, nie wiem, gdzie teraz bym wylądowała. Obawiam się, że już bym nie żyła. Moje życie powoli by się kończyło. Jednak Bóg nie zesłał mi ich, aby umarła. Każdego dnia są dla mnie opoką i zawdzięczam im moje życie.
Przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Postanowiłam przebrać się w coś cieplejszego. Ubrałam się w szare dresy, a bluzę Maxa zostawiłam. Na stopy włożyłam grube skarpety, włosy związałam w warkocza. Było bardzo wcześnie, a ja nie miałam co robić. Powinnam iść studia, jednak na razie nie byłam gotowa i nie wydaje mi się, że kiedykolwiek będę. Nigdy nie marzyłam o tym, by zostać prawnikiem. Od zawsze rodzice wpajali we mnie wszystko,a ja nie miałam własnego zdania. Dlatego nie wiem, co bym chciała robić w życiu. Przez ostatnie miesiące siedziałam tutaj, czasami wychodząc do ogrodu. Oglądałam nudne programy telewizyjne wraz z przyjaciółmi lub czytałam książki. Czasami jednak Kate i Max wychodzili z domu. Oni również nie chodzą na studia, podobno gdzieś pracują. Mimo wszystko, nigdy nie powiedzieli mi gdzie. Wydaje mi się, że musi to być dobra praca, skoro zarabiają miliony. Nie wiem również nic o ich rodzinie. Nie wiem jak się poznali. Nie wiem jak to się stało, że mieszkają razem. Mimo wszystko, nie chcę ich o to pytać. Oni nie zadają pytań, więc ja również nie będę.
Postanowiłam w końcu poczytać książkę. Przeszłam po miękkim, białym dywanie do mojej półki. Wybrałam pierwszą książkę z brzega. Miała tytuł "powód by oddychać". Jestem pewna, że już ją czytałam. Mimo wszystko, na pewno była bardzo ciekawa i no cóż ... smutna. Zauważyłam to po pomarszczonych kartkach od moich łez. Usiadłam ponownie na łóżku, zagrzebując się w miękką kołdrę. Otworzyłam pierwszą stronę, a po moim ciele przeszedł dreszcz przyjemności. Książki są częścią mojego życia, bez której zapomniałabym czym są uczucia. Bo właśnie o tym przypominają mi opowieści różnych bohaterów. Mówią o miłości, o krzywdzie, o zdradzie, o problemach, o szczęściu. Uczą mnie na nowo, jak to jest się szczerze uśmiechać.
Po dwóch godzinach ktoś zapukał do moich drzwi. Skrzywiłam się, ponieważ musiałam oderwać się od książki. Już rozumiem, dlaczego skojarzyło mi się z nią tak wiele uczuć. Jest to jedna z najlepiej napisanych i najbardziej emocjonalnych książek, jakie przeczytałam.
- Proszę - powiedziałam cicho, zakładając za ucho kosmyk włosów, który wypadł z warkocza.
Zza drzwi wyjrzała głowa Maxa.
- Chciałem tylko powiedzieć, że obiad jest już na stole. Wiem, że nic nie jadłaś więc ... - na czole chłopaka powstała mała zmarszczka. - Płakałaś?
Max znalazł się obok mnie, delikatnie dotykając mojej dłoni. Przez moje ciało przeszedł ledwie wyczuwalny dreszcz.
- Co się stało? Czy ktoś ci coś powiedział?
- Nie, ja tylko .. em .. czytałam - odpowiedziałam, podnosząc do góry książkę z szarą okładką.
- Och, całe szczęście - na twarz Maxa ponownie wstąpił uśmiech, który tak bardzo kochałam. Widziałam, jak wiele zmartwień przynoszę jemu i Katy. Nie chcą tego pokazywać, jednak wiem, że nie śpią w nocy oraz ciągle się o mnie boją. Tak bardzo się troszczą, a ja nic nie mogę im dać w zamian.
- Dziękuję ci .. za wczoraj .. i ogólnie - zaczęłam się jąkać, zaginając róg kartki.
- Och kochanie - w oczach chłopaka pojawiła się iskra - Nie musisz mi dziękować. A teraz zapraszm do stołu, wszyscy na ciebie czekamy.
Usta chłopaka dotknęły mojego czoła, po czym zostałam sama.
Na myśl o wszystkich wspomnieniach, w moich oczach pojawiły się łzy. Gdyby nie Kate i Max, nie wiem, gdzie teraz bym wylądowała. Obawiam się, że już bym nie żyła. Moje życie powoli by się kończyło. Jednak Bóg nie zesłał mi ich, aby umarła. Każdego dnia są dla mnie opoką i zawdzięczam im moje życie.
Przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Postanowiłam przebrać się w coś cieplejszego. Ubrałam się w szare dresy, a bluzę Maxa zostawiłam. Na stopy włożyłam grube skarpety, włosy związałam w warkocza. Było bardzo wcześnie, a ja nie miałam co robić. Powinnam iść studia, jednak na razie nie byłam gotowa i nie wydaje mi się, że kiedykolwiek będę. Nigdy nie marzyłam o tym, by zostać prawnikiem. Od zawsze rodzice wpajali we mnie wszystko,a ja nie miałam własnego zdania. Dlatego nie wiem, co bym chciała robić w życiu. Przez ostatnie miesiące siedziałam tutaj, czasami wychodząc do ogrodu. Oglądałam nudne programy telewizyjne wraz z przyjaciółmi lub czytałam książki. Czasami jednak Kate i Max wychodzili z domu. Oni również nie chodzą na studia, podobno gdzieś pracują. Mimo wszystko, nigdy nie powiedzieli mi gdzie. Wydaje mi się, że musi to być dobra praca, skoro zarabiają miliony. Nie wiem również nic o ich rodzinie. Nie wiem jak się poznali. Nie wiem jak to się stało, że mieszkają razem. Mimo wszystko, nie chcę ich o to pytać. Oni nie zadają pytań, więc ja również nie będę.
Postanowiłam w końcu poczytać książkę. Przeszłam po miękkim, białym dywanie do mojej półki. Wybrałam pierwszą książkę z brzega. Miała tytuł "powód by oddychać". Jestem pewna, że już ją czytałam. Mimo wszystko, na pewno była bardzo ciekawa i no cóż ... smutna. Zauważyłam to po pomarszczonych kartkach od moich łez. Usiadłam ponownie na łóżku, zagrzebując się w miękką kołdrę. Otworzyłam pierwszą stronę, a po moim ciele przeszedł dreszcz przyjemności. Książki są częścią mojego życia, bez której zapomniałabym czym są uczucia. Bo właśnie o tym przypominają mi opowieści różnych bohaterów. Mówią o miłości, o krzywdzie, o zdradzie, o problemach, o szczęściu. Uczą mnie na nowo, jak to jest się szczerze uśmiechać.
Po dwóch godzinach ktoś zapukał do moich drzwi. Skrzywiłam się, ponieważ musiałam oderwać się od książki. Już rozumiem, dlaczego skojarzyło mi się z nią tak wiele uczuć. Jest to jedna z najlepiej napisanych i najbardziej emocjonalnych książek, jakie przeczytałam.
- Proszę - powiedziałam cicho, zakładając za ucho kosmyk włosów, który wypadł z warkocza.
Zza drzwi wyjrzała głowa Maxa.
- Chciałem tylko powiedzieć, że obiad jest już na stole. Wiem, że nic nie jadłaś więc ... - na czole chłopaka powstała mała zmarszczka. - Płakałaś?
Max znalazł się obok mnie, delikatnie dotykając mojej dłoni. Przez moje ciało przeszedł ledwie wyczuwalny dreszcz.
- Co się stało? Czy ktoś ci coś powiedział?
- Nie, ja tylko .. em .. czytałam - odpowiedziałam, podnosząc do góry książkę z szarą okładką.
- Och, całe szczęście - na twarz Maxa ponownie wstąpił uśmiech, który tak bardzo kochałam. Widziałam, jak wiele zmartwień przynoszę jemu i Katy. Nie chcą tego pokazywać, jednak wiem, że nie śpią w nocy oraz ciągle się o mnie boją. Tak bardzo się troszczą, a ja nic nie mogę im dać w zamian.
- Dziękuję ci .. za wczoraj .. i ogólnie - zaczęłam się jąkać, zaginając róg kartki.
- Och kochanie - w oczach chłopaka pojawiła się iskra - Nie musisz mi dziękować. A teraz zapraszm do stołu, wszyscy na ciebie czekamy.
Usta chłopaka dotknęły mojego czoła, po czym zostałam sama.
Subskrybuj:
Posty (Atom)