Wszyscy czekamy na ciebie ... wszyscy czekamy na ciebie.
Te słowa wydały mi się dziwnie. Nikt nigdy na mnie nie czekał. Nikomu nie byłam potrzebna. Nikt mnie nigdzie nie zapraszał. Przyzwyczaiłam się do samotności, do uczucia pustki w sercu. Ktoś może powiedzieć, że powinnam być wdzięczna Bogu za to, co dla mnie zrobił. Za nowych przyjaciół, za miłość, którą mnie darzą. Jak jednak dziękować komuś, kogo nie ma?
Zamknęłam drzwi od mojego pokoju, od jedynego miejsca w którym .... chodż nie, tutaj też nie czułam się bezpiecznie. Nie miałam gdzie się schować. Przed samą sobą nie ma ucieczki. Naciągnęłam rękawy bluzy i ruszyłam na dół, szurając nogami. Nie byłam głodna, nie chciałam z nikim rozmawiać. Mimo wszystko musiałam udawać szczęśliwą przed znajomymi Kylie i Maxa. Musiałam zrobić to dla nich, nie dla siebie.
Weszłam do oświetlonej jadalni. Przy ogromnym stole, zastawionym różnymi potrawami siedzieli już wszyscy. Rozmawiali, uśmiechali się ... a potem zobaczyli mnie i zrobiło się niezręcznie. Nie powiem, było mi przykro. Wiedziałam, że do nich nie pasuję, że jesteśmy zupełnie różni, że się mnie boją. Mimo wszystko, ból był taki sam. Już nawet sztuczny uśmiech nie chciał wstąpić na moją twarz.
- Wreszcie zeszłaś do nas.
Powiedziała Kylie, wskazując ręką na wolne krzesło obok niej. Pokiwałam głową i ruszyłam na wyznaczone mi miejsce. Po drodze mój wzrok spotkał się z wzrokiem ... Jace ... Jamie ... Jake'a . Tak, właśnie, Jake'a.
Jego brązowe oczy były bardzo piękne. Wyglądały na zmartwione, smutne. Nie wiedziałam jednak z jakiego powodu, skoro chwilę wcześniej uśmiechał się wraz z innymi.
- Już nałożyłam ci jedzenie.
Spojrzałam na talerz z niewielką ilością kurczaka i ziemniaków. Wyglądało to jak porcja dla małego dziecka, jednak nie jestem pewna, czy zjem też to. Dzisiaj wyjątkowo mój apetyt wynosił 0. Uniosłam widelec z porcją ziemniaków do ust, przysłuchując się rozmowie innych.
- Wciąż nie mogę uwierzyć co się tutaj dzieje - powiedział Mat, przeczesując swoje czarne włosy palcami.
- Kurwa nie ty jeden - oczy Jake'a delikatnie się przymknęły - nie wiem jak mamy sobie z tym wszystkim poradzić, bo do jasnej cholery,nic o nich nie wiemy.
Ja również nic nie wiedziałam. Nie rozumiałam o kim i o czym oni wszyscy mówią.
- Jestem ciekawa, czego mogą chcieć. - westchnęła Kylie, grzebiąc w swoim talerzu.
Oczu Daisy zabłysły, a na twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech.
- Jak to czego, naszej śmierci.
W jadalni zapadła kompletna cisza. Moja dłoń zatrzymała się w połowie drogi po szklankę z sokiem. Nie potrafiłam się poruszyć. Byłam zaskoczona tym, co mówią. Moja ciekawość bardzo wzrosła. Mimo wszystko nie ośmieliłam się zadać pytania. Po prostu nie potrafiłam wydusić z siebie słowa.
Po chwili wzrok zgromadzonych spadł na mnie. Oczekiwali mojej odpowiedzi, chcieli wiedzieć jak zareaguję, ale ja sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Czułam się jak małe dziecko, samotne w obcym świecie. Nie wiedziałam o czym do mnie mówiono, jak zareagować.
- Porozmawiamy o tym póżniej - powiedział Max. Nie byłam pewna jednak, do kogo się zwrócił.
Napiłam się soku, czując jak zimna ciecz przepływa przez moje gardło.
- Wiem!!! - głośny krzyk wdarł się do mojej głowy. Skrzywiłam się i spojrzałam na uśmiechniętą od ucha do ucha Kylie. - Mam cudowny pomysł.
- Ty i cudowny pomysł? - Jake spojrzał na dziewczynę spode łba - to się nie łączy.
- Siedż cicho, ta sprawa cię nie dotyczy. - wzrok Kylie spoczął na mnie - wyjdżmy jutro na zakupy do galerii.
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Mój umysł zaczął świrować. Nie byłam poza bramą tego domu od kilku miesięcy. Podobało mi się życie w klatce.
- No chyba cię pojebało - w końcu powiedziałam, nie przejmując się skrzywioną miną dziewczyny - nigdzie nie idę.
- Proszę cię, będzie cudownie.
- Chyba dla ciebie - przymknęłam oczy, aby chodż trochę uspokoić nagły przypływ gniewu. Ściszyłam mój głos do szeptu. - Dobrze wiesz, że nie chcę nigdzie iść.
- Wiem o tym, jednak powinnaś gdzieś wyjść - ręka dziewczyny znalazła się na mojej - Nie byłaś nigdzie już tak długo.
- Nie, naprawdę.
- Przestań mówić nie! - ochrypły głos Jake'a odezwał się w mojej głowie - chociaż spróbuj. Czego się boisz?
No właśnie ... o co chodzi? Sama nie jestem pewna. Boję się, ale nie wiem czego dokładnie. W końcu na każdym kroku czeka na mnie niebezpieczeństwo ... ja sama nim jestem.
- A jeśli spotkam kogoś znajomego? Co im powiem, że dlaczego niby opuściłam szkołę w połowie semestru? - wymyśliłam na poczekaniu.
W jadalni zapanowała cisza, przerywana nerwowym stukaniem paznokci Kylie o blat. Jedyne o czym teraz marzyłam to zaszycie się w łóżku. Zbyt dużo myśli znowu wkroczyło do mojej głowy.
- To pojedżmy do Londynu. Tam jest wielu różnych ludzi, miasto jest duże więc jest małe prawdopodobieństwo spotkania kogoś znajomego. Musimy załatwić kilka spraw, więc możemy pojechać tam razem.
- Tak, świetny pomysł Max - powiedziała Kylie, uśmiechając się jak małe dziecko - ale wciąż cię nienawidzę.
Super- powiedziałam w myślach. Moja ręka drżała, trzymając widelec. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jutro na prawdę wyjdę do ludzi. Pokażę się im ... Boję się, że mnie przejrzą, że zobaczą we mnie morderczynię. Zostanę przez nich wyśmiana. Tak,na pewno tak będzie. Ludzie nie przyjmą mnie takiej, jaką jestem. Połamanej na kawałki dziewczyny. Świat nie potrzebuje słabych, wrażliwych osób. Świat je połyka, ponieważ pragnie silnych, dzielnych ludzi. Zawadzam tutaj, więc nie mam powodu wtapiać się w środowisko. Chyba to boli mnie najbardziej.
Zmieniłam się.
Jestem gorsza od innych ludzi.
Ponieważ jestem słaba.
Moja warga zadrżała. Dopiero teraz zauważyłam, że moje policzki były mokre od łez.
- Ari? Czy wszystko w porządku? - cichy szept odezwał się przy mojej głowie.
Nie zwróciłam na nic uwagi. Miałam być twarda, miałam nie płakać. Jak to łatwo złamać człowieka....
Gwałtownie odeszłam od stołu, przewracając moje krzesło na podłogę. Głośny dżwięk zabrzmiał w moich uszach. Pobiegłam w stronę swojego pokoju, zachaczając po drodze o regał. Moje udo zostało mocno przecięte, a pulsujący ból o dziwo zaczął mnie uspokajać. Weszłam do łazienki nie spoglądając na siebie w lustrze. Nie chciałam widzieć, jak słaba się stałam. Usiadłam na zimnych kafelkach, przykładając ręcznik do rany. Krew wypływała obficie, brudząc podłogę czerwonymi plamami. Nabierałam małe wdechy, ledwie je wydychając. Nie miałam siły oddychać, płakać, żyć. Po prostu potrzebowałam spokoju od samej siebie i chorych myśli powstających w mojej głowie.
Chciałam wstać i umyć ręcznik. Jednak obraz mi się zamazał i zachwiałam się. Upadłam na podłogę, zwalając buteleczki z kosmetykami na ziemię. Tępy ból powiększał się z każdą chwilą, a mój oddech był bardzo nierówny. Ostatnie co zobaczyłam to twarz Jake'a a póżniej nastała ciemność.
*Jake*
Wziąłem do ust kolejną porcję ziemniaków. Kolacja przebiegała w bardzo nerwowej atmosferze. Matt jadł już 5 kurczaka, a Lucas przeglądał coś na telefonie. Ja sam starałem się nie przysłuchiwać rozmowie toczącej przy stole, co było trudne. Kylie co chwila coś wykrzykiwała, zagłuszając moje myśli w głowie. Starałem się opracować jakikolwiek plan zabicia gangu, odesłania ich na cholernego Marsa. Atmosfera przy stole stała się jednak nie do zniesienia i nie byłem jedynym, który to wyczuł. Max kręcił się nerwowo na krzesełku, przeczesując włosy palcami. Był zdenerwowany, jak połowa osób tutaj, więc przysłuchałem się rozmowie.
- Dobrze wiesz, że nie chcę nigdzie iść - głos Ariany zniżył się do szeptu. Jej twarz była bardzo blada, a z warkocza powychodziło kilka kosmyków ciemnych włosów.
- Wiem o tym, jednak powinnaś gdzieś iść.
Kylie uśmiechnęła się delikatnie, zupełnie zbijając mnie z tropu. Raz krzyczy, a za chwilę jest miła jak Matka Teresa. Obchodzą się z Arianą jak z dzieckiem, którym nie jest. Rozumiem każdy ma problemy, ale jakoś musimy sobie z nimi radzić. Ta dziewczyna żyje w skorupie, zupełnie odizolowana od świata. Jak ma wstać na nogi i żyć ponownie, kiedy pewnie nie wie, jaki mamy miesiąc. Ona się poddaje, a ma przed sobą całe życie. Nie może go zmarnować, ponieważ ubzdurała coś sobie. Jeśli nie oni, to ja jej pomogę.
- Nie, naprawdę.
- Przestań mówić nie! - krzyknąłem, nie przejmując się spojrzeniami innych. Ariana coraz bardziej mnie wkurza - chociaż spróbuj. Czego się boisz?
Nie słuchałem jednak jej odpowiedzi, ponieważ telefon w mojej kieszeni zawibrował. Dostałem wiadomość od nieznanego mi numeru: Już niedługo zobaczysz co to ból. Zmarszczyłem czoło, mocno rozmyślając. Poczułem, jak coś się we mnie gotuje. Byłem pewien, że jest to wiadomość od gangu. Po obiedzie postaram się ich namierzyć. Może byli wystarczająco głupi, żeby nie zniszczyć karty sim. Musi być jakiś sposób,aby ich wyeliminować.
Nagle ktoś przewrócił krzesełko, odchodząc gwałtownie od stołu. Dobrze wiedziałem, że była to Ariana. Nie wiem, co myśleć o tej dziewczynie. Znam ją tylko 2 dni, a zdążyła mnie zaciekawić. Raz jest potulna jak baranek, a póżniej potrafi nieżle nakrzyczeć na kogoś. Płacze, a potem strasznie się wkurza. Nie da się przewidzieć jej nastroju, ponieważ ona sama nie wie, co się z nią dzieje. Zdaje mi się, że tylko ja zauważam jej różne oblicza. Ma maski, które zakłada spotykając się z innymi ludżmi. Zgaduję, że tak właśnie wyglądało jej życie. Było sztuką, a ona jedyną grającą tam aktorką.
- Dzięki za obiad - powiedziałem i bez żadnych wyjaśnień odszedłem od stołu. Nie miałem ochoty na pogaduszki z innymi, moją głowę zajmowały poważniejsze sprawy. Sytuacja z gangiem zaczyna się robić coraz gorsza. Od kilku dni dostajemy dziwne smsy z pogróżkami. To zabawa w kotka i myszkę, która bardzo mi się nie podoba. Bo to oni są kotem, a my cholernymi myszkami. Nie możemy się ich bać, a jednak mają przewagę. Wiedzą wszytko, a my ..... nic. Jesteśmy w czarnej dupie.
Kiedy wchodziłem po schodach usłyszałem dziwny huk, jakby coś ... lub ktoś spadł na ziemię. Powinienem odejść i się nie przejmować. Mimo wszystko coś kazało mi otworzyć drzwi od łazienki i spojrzeć na podłogę. Na kafelkach znajdowało się dużo krwi, która wypływała z rany Ariany. Dziewczyna leżała w dziwnej pozycji na ziemi, patrząc się na mnie przymkniętymi oczami. Była potwornie blada, oddychała nierównomiernie. Automatycznie uklęknąłem przy niej, starając się przebudzić dziewczynę. Zemdlała. Zacząłem wołać moich przyjaciół, przyciskając ręcznik do rany dziewczyny.
Nie rozumiałem, dlaczego byłem zdenerwowany.
Nie rozumiałem, dlaczego moje ręce tak bardzo się trzęsły.
Nie rozumiałem, dlaczego się martwiłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz