środa, 3 lutego 2016

Rozdział 5 Nigdy nie byłam sobą

 Pewnego dnia obudzisz się i nie będziesz tą samą osobę. Twoje włosy będą dłuższe, a zmarszczki pojawią się dookoła pełnych ust. Zobaczysz świat innym, niż kiedykolwiek go widziałaś. Ponieważ to co wydarzyło się wcześniej, nigdy więcej nie będzie miało miejsca. Nie zależnie jak bardzo będziesz się starać, ten dzień nie wróci. Ty również. Każdego następnego dnia będziesz starsza, a  życie zacznie ci uciekać między palcami. Pewnego dnia obudzisz się i zrozumiesz, że zmarnowałaś coś, co było największym darem, coś co nigdy nie wróci. Twoje życie.

 Potworny ból przeszył moją głowę. Starałam się otworzyć oczy, jednak moje powieki zdawały się być zbyt ciężkie. Ciało nie chciało ze mną współpracować i dopiero po chwili mogłam się poruszyć. Od razu tego pożałowałam. Ból w udzie stał się przeszywający, przygniatając mnie do łóżka. Spojrzałam na swoje biurko zawalone kartkami. Teraz stały na nim buteleczki z lekami oraz bandaże. Pierwszy raz widziałam je u siebie w pokoju. Zamrugałam kilka razy, aby bardziej wyostrzyć swój wzrok. Dopiero po chwili przypomniałam sobie wydarzenia z łazienki. Wspomnienia spadły na mnie, przyciskając do łóżka. W moich oczach po raz kolejny pojawiły się łzy, których nie miałam siły zetrzeć. Po prostu płakałam nad swoim losem. Wszystko mnie bolało, czułam się okropnie. Wtedy w mojej głowie pojawił się obraz Jake'a. Jego zmartwiony wzrok, usłyszałam udręczony krzyk, który wypełnił moją głowę.
Nagle poczułam przeszywający ból uda. Piekło potwornie, a z moich oczu popłynęły kolejne łzy. Jęknęłam, prosząc o zmniejszenie mojego bólu. Drzwi do pokoju się otworzyły, jednak nie zdążyłam zauważyć, kto do niego wszedł, ponieważ zemdlałam.

*Jake*
 Wziąłem tacę z lekami przeciwbólowymi i szklankę z wodą. Lekarz, który przyszedł ją zbadać powiedział, że Ariana powinna się niedługo obudzić. Nie było z nią najlepiej. Straciła sporą ilość krwi a ranę trzeba było zaszyć. Przez ostatnie kilka godzin siedziałem przy niej, trzymając jej chudą, bladą dłoń. Nie wiedziałem, czemu to robiłem. Chwilę wcześniej była mi zupełnie obojętna, a jednak coś kazało mi się nią zająć. Nie chciałem się o nią martwić, nie była warta mojego czasu ... przynajmniej tak mi się wydawało.
 Wszedłem do przyciemnionego pokoju, któremu dawało światło jedynie mała lampka. Odłożyłem tacę na biurko i podszedłem do dziewczyny. Była blada, a na policzkach widniały ślady łez. Musiała się obudzić, kiedy mnie nie było. Westchnąłem i pogładziłem dziewczynę po włosach, siadając na łóżku obok niej. Była wychudzona, a kości wystawały spod jej cienkiej koszulki. Nakryłem Arianę mocnej kołdrą, sprawdzając jeszcze czy nie dostała gorączki. Lekarz uprzedził, że może do tego dojść.
 Drzwi od pokoju otworzyły się i ujrzałem w nich Kylie. Pierwszy raz widziałem ją w takim nieładzie. Markowe ciuchy zastąpiła dresami, a bladej, zmartwionej twarzy nie przykrywała warstwa makijażu.
- Jak ona się czuje? - spytała cicho, siadając na krześle. Naciągnęła rękawy czarnej bluzy, przyglądając się śpiącej Arianie.
- Nie mam pojęcia. Powinna się niedługo obudzić. Jak na razie nie ma gorączki, więc nie jest chyba żle.
Kylie pokiwała głową, patrząc na mnie uważnie.
- Nigdy cię takiego nie widziałam.
- Jakiego?
- Troszczysz się o nią.
Prychnąłem, odsuwając się od Ariany.
- Wcale tego nie robię. Po prostu jest mi jej szkoda.
- Proszę cię - westchnęła i pokręciła głową na boki. Kosmyki włosów wyszły z jej lużnego koka - Możesz okłamywać mnie, ale nie okłamuj siebie. 
- Dobrze wiesz, że tego nie robię.Jestem szczery.
Dziewczyna westchnęła, spoglądając ostatni raz na dziewczynę. Ucałowała ją w policzek i podeszła do drzwi.
- Jasne - jej ramiona uniosły się i opadły - jesteś szczery.
Jej głos był słaby, ale przepełniony sarkazmem. Sam nie wiem komu mam wierzyć.  Ja sam sobie nie wierzę. Nie potrafię już odróżnić prawdy od kłamstwa, ponieważ przestaję jasno myśleć. Wszystko przez tą dziewczynę. Zabiera mi coś, czego nie  będę mógł otrzymać ponownie.
Zabiera mi moje serce.

*Ariana*
 Czyjaś dłoń dotknęła mojej, a przez ciało przeszedł mnie dreszcz. Zaczęłam się powoli budzić. Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy, aby wyostrzył mi się wzrok. Zauważyłam, że na moim łóżku siedzi Jake. Zmarszczyłam czoło i spojrzałam na zmartwionego chłopaka. Dopiero po chwili zauważył, że się przebudziłam. Odsunął się ode mnie gwałtownie, pozostawiając po sobie chłód, którego nie chciałam odczuwać. Postanowiłam się podnieść, jednak mój plan został szybko uniemożliwiony. Ból głowy i uda stanowczo mi to uniemożliwił.
- Poczekaj, pomogę ci.
Ciepłe dłonie dotknęły moich boków, delikatnie unosząc i opierając o ścianę. Oddech chłopaka na mojej szyi sprawił, że dostałam gęsiej skórki. Jake to zauważył i przykrył mnie kocem, myśląc, że jest mi zimno. Chciałabym, aby tak właśnie było.
- Napij się i weż te leki.
Przytaknęłam głową, jak posłuszne dziecko. Nie miałam siły pytać się go gdzie jest reszta oraz czemu to on ze mną siedzi. Chciałam po prostu, aby przestało mnie boleć. Psychicznie i fizycznie. To, że czułam się żle, to mało powiedziane. Nie miałam siły się poruszać, nie chciałam tego robić. Wolałam siedzieć w łóżku i nikomu się nie pokazywać. Nie mam ochoty na rozmowy z ludżmi, na udawanie normalnej. Nigdy nią nie byłam, ponieważ nigdy nie byłam sobą. Zawsze był ktoś, komu musiałam się podporządkować. Teraz nie wiem kim jestem. To jest chyba najgorsze. Czuję się, jakbym siedziała w obcym ciele, ponieważ nie znam samej siebie.
 Panowała w pokoju dziwna, niezręczna cisza. Jake nie wyglądał jak zwykle, nie był pewny siebie i gadatliwy. Jego postawa świadczyła o zmęczeniu a rumieńce na policzkach ... chwila, czy on się wstydził? Onieśmielam go?
 - Dziękuję, że tutaj jesteś - powiedziałam, starając się przerwać panującą ciszę. Sama nie wiem, czemu to zrobiłam. Może chciałam, żeby zrobiło mu się milej?  Może nie chciałam wyjść na bezuczuciową sukę?
 Odpowiedż chłopaka mnie zaskoczyła. Jake tylko prychnął i wyszedł. Tak po prostu. Zostawił mnie samą z swoimi myślami. Nie wiedziałam, co złego zrobiłam.Starałam się być miła, a on zachował się jak typowy cham. Kurwa, jakiś bipolarny jest chyba. Najpierw mi pomaga i jest miły, a za chwilę prycha na mnie. Myślałam, że będę mogła go chodż trochę polubić, ale to uczucie stanowczo minęło.
 Drzwi od mojego pokoju się otworzyły, a ja przyłapałam się na poczuciu, że to Jake postanowił mnie przeprosić. Szybko skarciłam się w myślach i postarałam przybrać jakikolwiek uśmiech na twarz. Co no cóż, było cholerne trudne. Tabletki jeszcze nie zaczęły działać, a moje myśli były bardzo rozbiegane.
 Moje ciało zostało porwane w dobrze mi znane ramiona. Max przytulił mnie do siebie, całując w czubek głowy. Mimo wszystko, ten czuły ruch był zbyt gwałtowny, prze co mimo woli syknęłam z bólu.
- Przepraszam kochanie.
Max gwałtownie się ode mnie odsunął, siadając na brzegu łóżka. Wyglądał na równie zmartwionego, co Kylie, która zajęła miejsce na krześle obok. Wyglądali, jakby nie przespali kilku nocy, a z tego co orientuję się w zegarku minęło 6 godzin.
- Jak się czujesz?
Westchnęłam, zauważając rozbiegany wzrok dziewczyny. Patrzyła się wszędzie, tylko nie na mnie. Czy wyglądałam aż tak żle?
- Tak jak widzisz. - spuściłam wzrok na swoje palce, które zaciskały się na białej pościeli - co się działo, kiedy byłam nieprzytomna przez te kilka godzin?
- Kilka godzin?! Cholera, dziewczyno nie było z tobą kontaktu przez dwa dni.
Wytrzeszczyłam oczy, patrząc na moich przyjaciół. Takiego obrotu spraw nie przewidziałam. To, co się tutaj działo musiało być szalone. Teraz rozumiem, dlaczego  wyglądają, jakby długo nie spali.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jakie piekło przeżyliśmy przez ostatnie godziny. Staraliśmy się cię wybudzić, ale kiedy nie dawaliśmy rady, a wciąż traciliśmy krew, musieliśmy zadzwonić po lekarza. - Szpital znajduje się jakieś 2 godziny stąd, więc nie było sensu narażać cię na dodatkowe niebezpieczeństwo - dopowiedział chłopak, biorąc mnie za rękę.
- Jednak - głos Kylie delikatnie się załamał - lekarz również miał duże problemy. Miałaś drgawki, a doktor brał pod uwagę, że będziesz potrzebowała transfuzji krwi. Tak strasznie się martwił o ciebie. Myślałam, że .... że ty już się nie wybudzisz. Bałam się, że mnie zostawiłaś.
W tym momencie dziewczyna całkowicie się rozkleiła. Łzy spływały po jej policzkach w zastraszająco szybkim tempie. Ja sama poczułam, że będę za chwilę płakać. Kylie się o mnie martwiła. To uczucie, że komuś na mnie zależy było czymś cudownym. Przytuliłam do siebie dziewczynę, nie przejmując się bólem uda. Płakałyśmy wzajemnie, delikatnie kołysząc się na boki. Za chwilę poczułam jak męskie ramiona obejmują nas, a Max przyłączył się do grupowego uścisku.
Zaczęłam dziękować Bogu, w którego nie wierzyłam, za tak cudownych przyjaciół. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak wiele im zawdzięczam. Moje życie jest w ich rękach i nigdy nie czułam się bardziej bezpieczna.
- Nie masz za co dziękować.
Kylie szepnęła do mnie, a ja zorientowałam się, że ostatnie kilka zdań wypowiedziałam na głos. Przymknęłam oczy, mocniej przytulając się do dziewczyny. Pierwszy raz poczułam, że nie jestem ze wszystkim sama, że mam na kogo liczyć.
- Kocham was dziewczyny - powiedział Max i mocniej przytulił nas do siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz